„Bracia” – czarna komedia i skandalizująca parodia

Posted on 1 lutego 2010 - autor:

2


Yu Hua Bracia  Tłumaczenie Katarzyna Sarek

Łysy Li, bogacz z naszego miasteczka Liu, snuł marzenia jak to wydaje 20 milionów dolarów na podróż rosyjskim sputnikiem i na jego pokładzie oblatuje Ziemię. Siedząc na swoim słynnym pozłacanym sedesie, z zamkniętymi oczami  marzył  jak unosi się na orbicie, wokół niezmierzona pustka, a on patrzy na powoli rozpościerającą się pod jego stopami majestatyczną Ziemię. I wtedy ze łzami w oczach uświadomił sobie, że jest sam jak palec na świecie.

Dawniej razem z Song Gangiem byli nierozłącznymi braćmi. Starszy o rok, wyższy o głowę, szczery i lojalny Song Gang umarł 3 lata temu, zamienił się w kupkę popiołu zapakowaną w małą drewnianą skrzynkę. Jak tylko Łysy Li przypomniał sobie o małej urnie mieszczącej Song Ganga, to wzdychał wielokroć i myślał, że ze spalenia niewielkiego drzewka byłoby więcej popiołu.

Matka Łysego Li kiedy jeszcze żyła, zawsze mu powtarzała: Jakie drzewo taki klin, jaki ojciec, taki syn. Mówiła to o Song Gangu, który był lojalny i szlachetny, mówiła, że to wykapany ojciec, mówiła, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Kiedy zaś wspominała o Łysym Li, nie używała tego przysłowia, kręciła tylko głową, że on i jego ojciec to kroczący po różnych drogach dwaj zupełnie odmienni ludzie. Dopiero kiedy Łysy Li w wieku 14 lat został przyłapany w publicznej toalecie na podglądaniu tyłków pięciu kobiet, wtedy matka definitywnie zmieniła zdanie i w końcu przyznała, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Łysy Li zapamiętał wyraźnie jak przerażona matka zakrywała oczy, smutno się pochylała i wycierając oczy szeptała:

– Jaki ojciec, taki syn.

Łysy Li nigdy nie poznał swojego rodziciela, bowiem w dzień jego urodzin, ojciec w strasznym smrodzie opuścił ludzki padół. Matka mówiła, że się utopił, ale gdy pytał jak się utopił, w rzece? czy w jeziorze? a może w studni? nie odpowiadała ani słowem. Później, gdy przyłapano go na gorącym uczynku na podglądaniu damskich tyłków w publicznej toalecie, mówiąc modnie, gdy wybuchł seks skandal, a Łysy Li zrobił się znany dzięki swojemu występkowi i okrył się niechlubną sławą w całym miasteczku, dopiero wtedy dowiedział się, co to znaczy, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jego rodzony ojciec wpadł w fekalia i utonął podczas podglądania damskich dup w publicznym kiblu. [….]

Teraz, wszędzie gdzie nie spojrzysz widać gołe dupy, w telewizji, w kinie, na VCD, na DVD, w reklamie i w gazecie, na długopisie, którym piszesz, i na zapalniczce, którą przypalasz papierosa… wszystkie tyłki, jakie tylko są, importowane i krajowe, białe, żółte, czarne i nawet brązowe, małe, duże, grube, chude, jędrne, zwiędłe, stare, młode, sztuczne i prawdziwe, uczta dla oczu, nie wiadomo na czym wzrok zawiesić. Teraz kobiecy tyłek nie jest nic wart, wystarczy przetrzeć oczy i już go widzisz, kichniesz i już na niego wpadasz, skręcasz ulicą i już na niego włazisz. Dawniej tak nie było, dawniej to był skarb nie do kupienia za żadne pieniądze, można było go tylko ukradkiem zobaczyć w publicznej toalecie. Dlatego istniały takie łobuzy łapane na gorącym uczynku jak Łysy Li, i takie tracące życie nicponie jak jego ojciec.

Ówczesne toalety różniły się od dzisiejszych, w dzisiejszych nawet z peryskopem nie zobaczysz damskiej dupy. Wtedy, część dla mężczyzn i kobiet odgradzała tylko jedna cienka ścianka, a dołem płynął wspólny ściek z fekaliami. Donośne odgłosy sikania i srania po damskiej stronie ściany  fascynują cię i pobudzają serce do galopu. Wsuwasz wtedy głowę w dziurę, w miejsce, w które zazwyczaj wsadzasz tyłek, wtykasz ją rozpaloną do czerwoności, obiema rękami mocno chwytasz drewnianą deskę, nogi i tułów ściśle przylegają do przegródek, smród wyciska ci łzy z oczu, larwy wiją się dookoła, ale masz to za nic, nie dbasz o nic. Twoje ruchy przypominają pozę szykującego się do skoku do wody sportowca podczas zawodów, im głębiej wetkniesz głowę i ciało, tym więcej tyłka zobaczysz.

Łysy Li w okamgnieniu zobaczył pięć dup, jedną małą, jedną tłustą, dwie chude i jedną, ani chudą ani tłusta, równiutko ułożone w rządku, jak pięć kawałków mięsa na hakach u rzeźnika. Tłusta dupa przypominała świeżą wieprzowinę, dwie chude wyglądały jak wymoczone w solance mięso, a mała nie warta była wzmianki. Spodobała mu się ta akurat przed jego oczami, ani chuda ani tłusta, najokrąglejsza spomiędzy całej piątki, okrągła jak kłębuszek, przez jędrną skórę udało mu się dostrzec leciutko wystającą kość ogonową. Serce waliło mu jak oszalałe, chciał zerknąć na włosy łonowe, chciał zobaczyć miejsce, z którego wyrastają. Opuszczał się coraz głębiej, głowa nurkowała coraz niżej i już kiedy był o włos, złapano go na gorącym uczynku.

Pewien człowiek o nazwisku Zhao Shengli wbiegł do toalety, był to jeden z dwóch utalentowanych młodzieńców miasta Liu. Jak tylko zobaczył wetkniętą do dziury głowę i górną część ciała, od razu wiedział o co chodzi. Złapał Łysego Li za ubranie na grzbiecie i wyrwał go jednym ruchem, tak jak się wyrywa marchewkę.

Zhao Shengli miał wtedy ponad 20 lat, opublikował czterowersowy wiersz w powiatowym powielaczowym pisemku kulturalnym i dlatego, jako sławna osobistość, posiadał przydomek – poeta Zhao. Po złapaniu Łysego Li w ubikacji, czerwony ze wzburzenia, wyciągnął czternastolatka na zewnątrz i strofował go nieprzerwanie, podczas łajania używając poetyckich porównań:

– Rzepak na polach żółta płachtą zakwitł, nie poszedłeś oglądać, rybki pluskają się w strumyku, nie poszedłeś oglądać; na lazurowym niebie unoszą się piękne śnieżnobiałe obłoki, nie podniosłeś głowy; straszny smród w toalecie, a ty żeby popatrzeć, na przekór łeb tam wsadziłeś …

Chociaż poeta Zhao ponad piętnaście minut głośno przemawiał pod toaletą, w części damskiej dalej było cicho. Zdenerwowany podbiegł do drzwi i wrzasnął, żeby pięć tyłków szybko wyszło. Zapomniał, że jest wytwornym poetą i prostacko ryknął do kobiet wewnątrz:

– Nie szczać i nie srać! Ktoś oglądał wasze dupy, a wy nic nie wiecie, wychodzić szybko!

Właścicielki tyłków w końcu wypadły biegiem jak do ataku, wściekłe, zgrzytające zębami, piszczące, płaczące. Płakał mały tyłek, ten w oczach Łysego Li nie warty wzmianki. Była to mała jedenasto dwunastoletnia dziewczynka, zakryła rękami buzię, cała się trzęsła od szlochu, tak jakby przed chwilą została co najmniej zgwałcona, a nie podejrzana. Trzymany przez poetę Łysy Li, na widok rozpaczającej małej, pomyślał: I czego ryczysz? Czego ryczysz niewyrośnięty tyłku? Cholera, nie miałem wyboru i tylko przy okazji rzuciłem okiem.

Ostatnia wyszła piękna, siedemnastoletnia dziewczyna. Zarumieniona, rzuciła tylko okiem na Łysego Li , szybko odwróciła się i odeszła. Poeta Zhao z całej siły krzyczał, żeby nie odchodziła, żeby wracała, bo nie ma się czego wstydzić, żeby wracała krzewić sprawiedliwość. Nawet nie odwróciła głowy, tylko szła coraz szybciej. Łysy Li widząc ruchy jej dupci podczas chodzenia, był pewien, że to ona jest właścicielką tego okrągłego jak kłębuszek tyłka.

Po jej odejściu, mała płaczliwa dupa też sobie poszła, jedna z chudych dup zwymyślała i obsobaczyła Łysego Li, napluła mu w twarz i też odeszła wycierając wargi ze śliny. Popatrzył jak odchodziła, tyłek miała tak chudy, że w wcale nie było go widać przez spodnie.

Pozostała trójka, czyli nie posiadający się z radości poeta Zhao, przypominający świeżą wieprzowinę tłusty tyłek i jeden chudy, jak wymoczony w solance, eskortując Łysego Li skierowała się w stronę komisariatu. Kiedy, prowadząc go przez nasze prawie pięćdziesięciotysięczne miasteczko, przeszli już połowę drogi, dołączył do nich drugi utalentowany młodzieniec miasta Liu – Liu Chenggong.

Liu Chenggong również miał ponad 20 lat, także opublikował swój utwór w powiatowym powielaczowym pisemku – krótkie, zajmujące dwie strony maczkiem opowiadanie. Te dwie stroniczki, w porównaniu z wetkniętym pomiędzy kolumny czterowersem poety Zhao, dały Liu Chenggong o wiele większą sławę. On także posiadał przydomek – pisarz Liu. Nie ustępował poecie pola w przydomku, w niczym innym też nie miał zamiaru być gorszy od niego. Pisarz Liu niósł w ręku pusta torbę, bo wybierał się do sklepu po ryż, ale gdy zobaczył poetę Zhao triumfalnie prowadzącego złapanego na podglądaniu damskich dup Łysego Li, pomyślał, że nie może odpuścić i on też powinien mieć swój udział w tej przysparzającej sławy sprawie. Głośno krzycząc wyszedł im naprzeciw, i jak podając dłoń tonącemu, rzucił w jego stronę:

– Pomogę ci!

Poeta Zhao i pisarz Liu byli serdecznymi przyjaciółmi po piórze. Kiedyś pisarz Liu wyszukując najpiękniejsze komplementy pochwalił czterowiersz poety Zhao. Ten odwzajemniał mu się tym samym, używając jeszcze piękniejszych pochlebstw, wychwalał dwie strony pisarza Liu. Wcześniej, poeta Zhao szedł przytrzymując Łysego Li z tyłu, ale kiedy pisarz Liu krzycząc wysforował się na przód, wtedy przesunął się na lewą stronę,  pozostawiając mu prawą. W ten oto sposób zeszło się dwóch utalentowanych młodzieńców naszego miasteczka. Trzymając wspólnie z obu stron Łysego Li za kołnierz, rozpoczęli niekończące się oprowadzanie po ulicach. Głośno mówili, że prowadzą go do komisariatu, ale choć w pobliżu był jeden, specjalnie go ominęli i nadkładając drogi wybrali inny, dużo dalej. Nie szli bocznymi uliczkami, tylko głównymi, bo chcieli obaj sami zyskać rozgłos. Trzymając go oprowadzali i z zazdrością mówili:

– Popatrz, popatrz, dwóch literatów cię prowadzi, ale masz szczęście nicponiu….

Poeta Zhao nie do końca usatysfakcjonowany dorzucił:

– Jakby cię prowadzili Li Bai i Du Fu…

Pisarz Liu pomyślał, że metafora nie jest odpowiednia, bo Li Bai i Du Fu to poeci, a on przecież pisze prozą, więc poprawił go:

– Raczej Li Bai i Cao Xueqin…

Oprowadzany po ulicach Łysy Li z obojętnym wyrazem twarzy rozglądał się dookoła, ale kiedy usłyszał porównania naszych miasteczkowych twórców do Li Bai i Cao Xueqin to nie wytrzymał i zachichotał:

– Nawet ja wiem, że Li Bai żył za czasów dynastii Tang, a Cao Xueqin za Qing, jak to możliwe, żeby się spotkali?

Zgromadzeni wzdłuż ulicy gapie gruchnęli śmiechem i przyznali mu rację. Stwierdzili, że co prawda osiągnięcia literackie naszych twórców są wysokie, ale ten podglądający babskie tyłki nicpoń lepiej zna się na historii. Obaj literaci zaczerwienili się po uszy, poeta Zhao podniósł głowę i rzucił:

– To tylko metafora…

– Zmieńmy metaforę – powiedział pisarz Liu – co by nie mówić, prowadzą cię pisarz i poeta, to tak jakby cię prowadzili Guo Moruo i Lu Xun.

Gapie uznali, że to porównanie jest w porządku, Łysy Li też skinął głowa i powiedział:            – Może być.

Poeta i pisarz już nie śmieli rzucać literackich uwag, złapali go za kołnierz, z godnością potępili chuligańskie zachowanie i dumnym krokiem ruszyli do przodu.

Łysy Li na ulicach zobaczył mnóstwo ludzi, niektórych znał, niektórych nie, wszyscy śmiali się z niego hehehe, hihihi. Prowadzący go poeta Zhao i pisarz Liu szli po bokach i niezmordowanie wyjaśniali ludziom o co chodzi. Byli bardziej profesjonalni od prezenterów w telewizji, a dwie kobiety, których tyłki zobaczył Łysy Li, były jak zaproszeni do programu goście. Powtarzały za nimi jak echo, na ich twarzach malowały się na przemian wściekłość, wstyd, i wstyd przemieszany z wściekłością.

Gdy tak szli, tłusta dupa nagle wrzasnęła, gdy w tłumie rozgadanych ludzi zobaczyła własnego męża. Zaczęła szlochać i na cały głos krzyknęła:

– On zobaczył mój tyłek, nie wiem co jeszcze oprócz tego, daj mu w pysk!

Wszyscy parsknęli śmiechem i spojrzeli na jej męża, który cały czerwony stał bez ruchu. Poeta Zhao i pisarz Liu nie pozwolili dalej iść Łysemu Li, złapali go za ubranie i podprowadzili przed nieszczęsnego męża, tak jakby dawali psu kość do pyska. Kobieta z tłustym tyłkiem dalej szlochała i głośno namawiała męża, żeby go sprał. Powiedziała:

– Tylko tobie jednemu dałam zobaczyć mój tyłek, a ten chuligan mnie podejrzał. Teraz jest już dwóch ludzi na świecie, którzy widzieli moją dupę, co ja pocznę? Szybko go spierz! Bij go po oczach! Czego stoisz i się nie ruszasz, nie czujesz, że tracisz twarz?

Ludzie wokół wybuchnęli śmiechem, nawet Łysy Li się cicho zaśmiał myśląc, że ten facet traci twarz nie przez niego, a przez tą kobietę o tłustym tyłku, która wtedy piskliwie zawołała:

– Patrz, on się jeszcze śmieje, okazja mu się trafiła, szczęśliwy teraz! Szybko go walnij! Straciłeś i nie dasz mu w zęby?

Siny z wściekłości mężczyzna to słynny kowal Tong z naszego miasteczka. Łysy Li jako dziecko często chodził do jego warsztatu oglądać sypiące się podczas kucia iskry. Czerwieńszy od rozżarzonego żelaza, kowal Tong zamachnął się wielką otwarta dłonią używaną do kucia i buch – uderzył Łysego Li w twarz. Ten upadł na ziemię, na miejscu zgubił dwa zęby, przed oczami zamigotały mu gwiazdy, pół twarzy mu spuchło, a w uchu dzwoniło przez 180 dni. Dłoń ta sprawiła, że poczuł się bardzo skrzywdzony i przysiągł sobie, że jeśli kiedyś znów natknie się na tyłek żony kowala, choćby nawet mu dopłacali ciężkie pieniądze, to zamknie oczy i nie spojrzy.

Chociaż po pobiciu twarz Łysego Li posiniała i spuchła, a z nosa leciała mu krew, poeta Zhao i pisarz Liu dalej oprowadzali go po ulicach. Obeszli główne ulice jeden raz, potem jeszcze raz, trzy razy minęli komisariat. Za każdym razem milicjanci stali w bramie i patrzyli na zbiegowisko, ale Łysy Li wciąż nie przechodził w ręce sprawiedliwości. Poeta Zhao, pisarz Liu, tłusty tyłek, chudy tyłek, wszyscy razem bez końca chodzili po ulicach. Przypominający świeże mięso tłusty tyłek stracił zapał od tego chodzenia, przypominający solone mięso chudy tyłek też się zmęczył. Kiedy obie poszkodowane poszły do domu, poeta Zhao i pisarz Liu zrobili jeszcze jedno okrążenie, aż poczuli, że od chodzenia są obolali, a od mówienia języki im przyschły do podniebienia i dopiero wtedy dostarczyli Łysego Li w ręce milicji.

Reklamy