Ataki na szkoły w Chinach

Posted on 16 maja 2010 - autor:

0


Siedmioro dzieci i dwoje dorosłych zginęło 13 maja w kolejnym ataku szaleńca. Kolejne jedynaścioro dzieci odniosło ciężkie obrażenia. Morderca popełnił samobójstwo.

48-letni Wu Huanming był właścicielem budynku w którym mieściło się niewielkie prywatne przedszkole w mieście Hanzhong, prowincja Shaanxi. Pomiędzy nim a dyrektorką szkoły pojawił się zatarg dotyczący wysokości czynszu, a ponieważ nauczycielka nie zaakceptowała podwyżki, zażądał natychmiastowego zwolnienia budynku. Prośba o przedłużenie wynajmu do końca roku szkolnego i odmowa opuszczenia budynku do tego czasu, była prawdopodobnie bezpośrednią przyczyną ataku. Uzbrojony z tasak kuchenny Wu Huanming wtargnął na teren przedszkola i zamordował pięciu chłopców i dwie dziewczynki (w wieku od 3 do 5 lat), jak również próbującą bronić dzieci nauczycielkę i jej matkę, ponadto ciężko poranił kolejne 11 dzieci, jedynie dwoje przedszkolaków nie odniosło obrażeń. Potem nie zatrzymywany przez nikogo wrócił do domu, gdzie popełnił samobójstwo. Mężczyzna mieszkał w pobliżu przedszkola, znał osobiście uczęszczające do niego dzieci. Jak twierdzą sąsiedzi nigdy swoim zachowaniem nie sprawiał wrażenia, że ma kłopoty psychiczne. Był dość zamożnym człowiekiem.

To już piąty incydent od końca marca w wyniku których zginęło 16 dzieci i kilkadziesiąt innych zostało poważnie rannych. Ataki nie były w żaden sposób powiązane ze sobą, choć wydaje się, że późniejsze brały inspirację z doniesień prasowych dotyczących wcześniejszych napadów. Pocieszające jest to, że w Chinach dostęp do broni palnej jest ściśle limitowany, w innym wypadku liczba ofiar z pewnością byłaby jeszcze wyższa.

Pierwszy atak miał miejsce 23 marca w Nanping, prowincja Fujian, gdzie 41-letni bezrobotny lekarz Zheng Minsheng zamordował maczetą ośmioro dzieci i poranił pięcioro innych. Podczas procesu twierdził, że zrobił to z zemsty za wyrzucenie z pracy i porzucenie przez przyjaciółkę. Mimo ewidentnych przesłanek jego choroby psychicznej (od kilku lat leczył się na depresję) został skazany na śmierć. W uzasadnieniu sędzia uzasadnił karę śmierci „poważnymi konsekwencjami jego czynów, niesprzyjającymi okolicznościami i drastycznym pogwałceniem harmonii społecznej”. Wyrok wykonano 28 kwietnia.

Tego samego dnia zaledwie kilka godzin po egzekucji, w Leizhou, prowincja Guangdong, uzbrojony w nóż szaleniec zaatakował uczniów szkoły podstawowej. Zdołał poranić 18 uczniów i jedną nauczycielkę zanim został obezwładniony przez policję. 33–letni Chen Kanbing, były nauczyciel plastyki, od 2006 roku leczył się w szpitalu psychiatrycznym na ciężką psychozę. W czasie ataku przebywał na przepustce. Podczas przesłuchań nie był w stanie odpowiadać na zadawane pytania i nie udało się nawiązać z nim kontaktu.

Następnego dnia, 29 kwietnia rano do przedszkola w Taixing, prowincja Jiangsu, wtargnął 47-letni Xu Yuyuan,  po poranieniu ochroniarza wbiegł do sali lekcyjnej i nożem poranił 29 czterolatków i dwie nauczycielki. Mimo ciężkich obrażeń wszystkie dzieci przeżyły.

Zaledwie dzień później, 30 kwietnia w Weifang, prowincja Shandong, rolnik Wang Yonglai motocyklem staranował bramę szkoły i młotkiem poranił pięcioro dzieci i nauczycielkę. Następnie schwytał dwoje uczniów, oblał się benzyną i podpalił. Dzieciom udało się uwolnić. Rolnik zmarł w wyniku poparzeń. Przyczyną ataku prawdopodobnie była frustracja spowodowana przez lokalne władze, które nakazały rozbiórkę, wzniesionego bez pozwolenia, nowego domu.

Strach przed szaleńcami rozpoczął się w 2004 roku, kiedy w czterech atakach w różnych miejscach Chin zginęło dziewięcioro dzieci, a 66 zostało poważnie rannych. W przeciągu ostatnich kilku lat chińskie szkoły i przedszkola wzmocniły ochronę, ale jak widać nie udało się zapobiec tego typu incydentom. Po ostatnim kwietniowym ataku, Ministerstwo Edukacji wydało instrukcje, zalecając zabezpieczenie wszystkich placówek i nie wpuszczania jakichkolwiek „obcych ludzi” na teren szkoły. W wielu miastach policja wysyła patrole w okolice szkół, zwłaszcza rano i po południu przy odbieraniu dzieci przez rodziców. Szkoły zostały wyposażone w systemy monitoringu, gaz pieprzowy, pałki i metalowe kije z pałąkiem mające pomóc obezwładnić agresora z bezpiecznej odległości. W Pekinie 4500 placówek szkolnych zatrudniło 2000 dodatkowych ochroniarzy. W Szanghaju rodzice nie mogą wchodzić na teren szkoły, kontakt z nauczycielami jest możliwy jedynie przez telefon, a odbiór dzieci z przedszkola następuje po okazaniu specjalnej karty ze zdjęciem. W kilku miastach patrole policyjne dostały pozwolenie do strzelania do podejrzanie zachowujących się osób w pobliżu szkół.  Najwyższe władze składają deklaracje, że bezpieczeństwo dzieci jest obecnie jednym z priorytetów polityki państwa. Zgodnie z zaleceniami, w prasie chińskojęzycznej unika się obszernego relacjonowania tych ataków, głównie ze strachu przed kolejnymi naśladowcami i aby nie wzbudzać jeszcze większego przerażenia wśród rodziców.

Za każdym razem atakującym był mężczyzna w średnim wieku, często bezrobotny, cierpiący na lżejsze lub cięższe zaburzenia psychiczne, wykluczony poza nawias społeczeństwa lub czujący do niego wielki żal. Zbulwersowani rodzice zadają sobie pytanie dlaczego sfrustrowani i chorzy psychicznie mężczyźni za cel obierają najbardziej bezbronnych członków społeczeństwa. Według Tang Jun, socjologa z Pekinu, wybierają dzieci, bo atak na nie odbija się największym echem i jest najboleśniejszy. Ponieważ atakujący nie mają osobistych pretensji do ofiar, ich działania są wyrazem frustracji i agresji wobec całego społeczeństwa. Przy obecnej polityce kontroli urodzin w Chinach, pozwalającej parze na jedno dziecko, utrata ukochanego i wychuchanego jedynaka jest potwornym ciosem dla całej rodziny. Niektórzy naukowcy zwracają uwagę, że przyczyną wybuchów agresji także może być coraz głębsza przepaść pomiędzy biednymi a bogatymi w Chinach. Rozwój gospodarczy i prosperita ekonomiczna pozwoliła części społeczeństwa na znaczne podwyższenie poziomu życia, podczas gdy pozostali, pozbawieni perspektyw i nadziei, uciekają w agresję i przemoc.

Do tej pory lekceważonym problemem jest bardzo duża liczba osób z zaburzeniami psychicznymi, które nie mają szans na otrzymanie właściwej opieki medycznej, bowiem oprócz specjalistycznych szpitali leczących najcięższe przypadki, praktycznie nie istnieje ogólnodostępna pomoc dla osób z problemami psychicznymi, zwłaszcza na terenach wiejskich. W 2009 roku w medycznym piśmie Lancet opublikowano wyniki badań przeprowadzonych w czterech chińskich prowincjach na 63 tysiącach osób. Okazało się, że aż 17 procent przebadanych ludzi cierpi na zaburzenia psychiczne, co w skali kraju daje 173 mln osób! Jedenaście procent mężczyzn ma problem alkoholowy, nowe zjawisko, wciąż lekceważone, związane z bogaceniem się społeczeństwa. Spośród ludzi z zaburzeniami aż 25 procentom choroba uniemożliwia pracę i normalne funkcjonowanie, zaledwie 8 procent kiedykolwiek odwiedziło psychiatrę. Ponad 60 procent badanych nigdy nie słyszało słowa depresja i nie wiedziało co ono znaczy.

Obecne władze rusz po rusz napotykają problemy związane z cierpieniem dzieci. Skażone melaminą mleko w proszku czy rozsypujące się podczas trzęsienia ziemi jak domki z kart szkoły w Syczuanie, to najbardziej spektakularne przykłady, gdy chciwość i pogoń za zyskiem sprowadziły na tysiące dzieci choroby i śmierć.

Advertisements
Posted in: SPOŁECZEŃSTWO