„Świński dołek”, inflacja i polska wieprzowina

Posted on 3 sierpnia 2011 - autor:

0


W doniesieniach prasowych z Chin w ostatnich dwóch miesiącach sporo miejsca poświęcono rosnącym cenom i najwyższej od trzech lat inflacji. Według oficjalnych danych Narodowego Biura Statystycznego w czerwcu inflacja wyniosła 6.4 %. Główną przyczyną były szybujące w ciągu ostatnich dwóch miesięcy ceny wieprzowiny. Znaczenie cen wieprzowiny dla CIP (Consumer Price Index) dobrze odzwierciedla ironiczne rozwinięcie tego skrótu, jakie funkcjonuje w chińskich mediach – Chinese Pig Index. Inflacja jest poważnym problemem, z którym od wielu miesięcy boryka się chiński rząd. Nic więc dziwnego, że trudną sytuacją w przemyśle mięsnym zajął się osobiście premier Wen Jiabao. Szef rządu z przekonaniem zapowiedział stworzenie zdrowego sektora mięsnego i obniżenie cen, jednak duża część ekspertów i opinii publicznej nie podziela tego optymizmu i spodziewa się dalszego wzrostu cen lub przynajmniej utrzymania ich przez najbliższe miesiące na aktualnym poziomie. Polscy producenci wieprzowiny, którzy od lat starają się uzyskać dostęp do chińskiego rynku, oraz wspierające ich wysiłki polskie władze, mogą spróbować wykorzystać obecną sytuację dla przyspieszenia realizacji podpisanych z chińskim rządem w ubiegłym roku porozumień. Zasadniczą dla polskich eksporterów kwestią jest to, w jaki sposób rząd chiński rozwiąże obecne problemy i czy jednym z rozwiązań będzie zwiększenie udziału w rynku importowanego mięsa.

Nadwyżki podaży nad popytem albo popytu nad podażą są niestety stałym elementem rynku części artykułów spożywczych nie tylko w Chinach. Świńskie górki i dołki znamy dobrze z naszego własnego podwórka, i co ciekawe, część problemów, z jakimi borykają się obecnie Chińczycy, wynika z podobnych przyczyn jak cykle koniunkturalne w Polsce. Skoki cen wieprzowiny w Chinach nie są niczym ani nowym ani zaskakującym. „Świński cykl” czyli czas pomiędzy górką, dołkiem i kolejną górką do 2008 r. obejmował średnio 5-6 lat. Od 2008 r. cykl uległ znacznemu skróceniu. W marcu 2008 r. kilogram żywca kosztował 17.45 RMB, co wywindowało inflację do 8.7%. Następnie w 2009 r., szczególnie w jego drugiej połowie, ceny drastycznie spadały. W marcu 2010 do około 10 RMB za kg, w czerwcu 2010 r. 9.75 RMB/kg i potem już rosły, na początku czerwca b.r już 17.83RMB/kg. Czyli rok do roku ceny żywca wzrosły o ponad 80%. Według oficjalnych statystyk, ceny wieprzowiny dla konsumentów w tym okresie podniosły się o 57%, co ze względu na przeważający udział wieprzowiny w ogólnym spożyciu mięsa, spowodowało wzrost cen mięs o 32%, a całej żywności o 14.4%. Dla porównania w Polsce za kilogram żywca wieprzowego w czerwcu i lipcu b.r płaciło się około 4.7PLN (w przeliczeniu około 10.85 RMB). W tym samym czasie ceny warzyw w Chinach wrosły o 7.3%, zboża o 12.4%, a ryb i owoców morza o 13.9%. Napędzona przez wzrost cen wieprzowiny czerwcowa inflacja byłaby zapewne dużo wyższa, gdyby nie przeprowadzona przez Narodowe Biuro Statyczne w lutym b.r. zmiana wagi poszczególnych produktów w koszyku dóbr konsumenckich i obniżenie znaczenia produktów żywnościowych. Większość ekspertów uznała, że jedynym powodem zmiany było sztuczne zaniżenie poziomu inflacji, aby utrzymać się w wyznaczonym odgórnie na rok 2011 poziomie 5%.

Przyczyn tak ostrego wzrostu cen oraz skrócenia „świńskiego cyklu” jest wiele, a eksperci spierają się o to w jakim stopniu każda z nich wpłynęła na obecną sytuację. Epidemia w kilku prowincjach Chin, np. w Jiangxi, spowodowała dużą śmiertelność prosiąt ze styczniowych i lutowych miotów. W efekcie na rynku jest obecnie niedobór prosiąt do hodowli i drobni hodowcy, którzy nie mają wystarczającej liczby zwierząt z własnych chowów, są zmuszeni do ich zakupów po cenach o ponad 100% wyższych niż w ubiegłym roku. Wzrost cen kukurydzy z 1900 RMB do około 2300 RMB za tonę, wyższe koszta transportu, hodowli i przechowania mięsa spowodowane wzrostem cen paliw i energii oraz wzrostem kosztów pracy najemnej szacowany w sektorze rolnym na około 20%, również mają swój udział we wzroście końcowej ceny produktu.

Jednocześnie należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że mimo cyklicznych, nawet tak drastycznych skoków cen wieprzowiny, średnia roczna cena żywca w ciągu ostatnich kilku lat stale rośnie. Krzywa cen żywca pnie się stale w górę od lipca 1997 r., kiedy to średnia cena wyniosła 4.8 RMB za kilogram, natomiast osiągnęła ponad 20 RMB w lipcu b.r., czyli w ciągu 12 lat, wzrosła o ponad 500%. Przyczyny takiego stanu rzeczy mają źródło w strukturze chińskiego popytu i strukturze przemysłu hodowlanego.

Według części chińskich ekspertów najpoważniejszym czynnikiem wzrostu cen wieprzowiny nie jest wcale wzrost kosztów hodowli, przerobu i sprzedaży mięsa, ale gwałtowny wzrost popytu. Rośnie w szybkim tempie krąg konsumentów, dla których mięso jest jednym z elementów codziennych zakupów. Bogacenie się chińskiego społeczeństwa i rosnąca, przynajmniej do chwili obecnej, warstwa średnia jest w stanie zapłacić znacznie więcej, żeby utrzymać ulubione składniki w koszyku codziennie konsumowanych dóbr. Wydawać by się mogło, że jak to się dzieje z innymi produktami, rynek na wyższy popyt zareaguje bardzo szybko i za pomocą różnych metod zwiększy podaż. W wypadku wieprzowiny tak się jednak nie dzieje i podaż, mimo przewidywanych wzrostów do końca bieżącego roku, zdaniem znacznej części ekspertów np. Chen Sheng, nie będzie w stanie dogonić popytu.

Przyczyny leżą w narastających problemach strukturalnych branży hodowców trzody chlewnej. Jednym z najważniejszych jest ogromne rozdrobnienie producentów. Zdecydowana większość hodowli trzody chlewnej jest w rękach niewielkich rodzinnych hodowców, z których przeważająca część utrzymuje rocznie zaledwie kilka czy kilkanaście świń. Ta grupa hodowców jest niezwykle wrażliwa na skoki cen i ze względu na ograniczone zasoby kapitału oraz niski poziom wiedzy o rynku i związanej z tym możliwości projekcji swojej produkcji pod kątem prognozowanej sytuacji rynkowej, podejmują decyzje o zwiększeniu lub zmniejszeniu hodowli biorąc pod uwagę jedynie aktualna koniunkturę.

W związku z bardzo niskimi cenami w ubiegłym roku wielu drobnych hodowców postanowiło zaprzestać hodowli lub drastycznie zmniejszyć pogłowie, podjęło również decyzje o masowym uboju prośnych macior co stało się jednym z czynników obniżonej podaży wieprzowiny w roku bieżącym. Ci, którzy utrzymali hodowlę, odrabiają straty z poprzedniego roku i częściowo z 2009 r., kiedy to sprzedawali żywiec poniżej kosztów produkcji. Obecnie szacunkowo na ważącym 100 kg prosiaku zarabiają netto w czerwcu i lipcu około 600-700 RMB, czyli dwukrotnie więcej niż zazwyczaj. Znaczne skoki cen zniechęcają dużą część drobnych hodowców do kontynuacji hodowli. Ryzyko poniesienia strat wynikających albo z nadprodukcji na rynku lub z powodu epidemii jest stosunkowo wysokie. Podobnie jak drobni producenci bawełny, część hodowców decyduje się na podjęcie pracy z sektorze produkcyjnym, w którym płace, ze względu na niedobór rąk do pracy w wielu regionach Chin, są coraz atrakcyjniejsze, a ryzyko, w porównaniu z prowadzeniem na własną rękę hodowli, minimalne. Znaczne rozdrobnienie produkcji w zasadzie uniemożliwia szybką i skuteczną walkę z epidemiami, podniesienie poziomu wydajności poprzez wdrażanie nowych technik i metod hodowli oraz współdziałanie hodowców w sytuacjach kryzysowych.

>Winą za tak gwałtowny wzrost cen wieprzowiny jest obarczany również chiński rząd. Po dołku z 2008 r., żeby zachęcić hodowców do zwiększenia pogłowia, rozpoczął wypłacanie subsydiów, co było dodatkowym czynnikiem stymulującym nadprodukcję w kolejnych latach, co spowodowało straty hodowców i w efekcie drastyczne ograniczenie produkcji o odczuwalnych obecnie skutkach. Interwencja rządu była istotnym czynnikiem, który wpłynął na znaczne skrócenie „świńskiego cyklu”. Działania antyinflacyjne podejmowane w sektorze bankowym okazały się strzałem w stopę. Rzeźnie w Chinach mają stosunkowo niewielkie własne zasoby kapitału. Na zakup żywca od hodowców i koszta operacyjne zaciągają co roku kredyty bankowe. Działania rządu i banku centralnego, których celem było ograniczenie udzielanych przedsiębiorstwom, zwłaszcza prywatnym, kredytów, okazały się zabójcze dla wielu rzeźni, z których ogromna większość to właśnie zakłady prywatne. Odcięcie od pożyczek bankowych i bardzo wysokie koszta uzyskania finansowania poza sektorem bankowym, które przy dość wąskim marginesie zysku są nieopłacalne, spowodowało, że część rzeźni również drastycznie ograniczyła skup i przerób żywca. Wpłynęło to wzrost cen, a co za tym idzie skok poziomu inflacji. Działania chińskich władz przyniosły efekt całkowicie odmienny od zamierzonego.

Jedynym lekarstwem, jakie chciałyby zaaplikować władze, jest zwiększenie koncentracji hodowli trzody chlewnej i w miejsce masy drobnych hodowców stworzenie wielkich zakładów hodowlanych. Jednak według dość zgodnej opinii urzędników z resortu rolnictwa, naukowców i ekspertów, wprowadzenie takich zmian w perspektywie najbliższych kilku lat jest niemożliwe. Przyczyn jest kilka. Najważniejsza to chyba brak zainteresowania tą branżą ze strony instytucji finansowych i inwestorów. Ryzyko strat jest stosunkowo wysokie, a możliwe do przewidzenia zyski są szacowane jako znacznie niższe niż w nieruchomościach, na giełdzie czy w sektorach produkcyjnych takich jak np. alternatywne źródła energii czy hi-tech. Prowadzenie tego typu zakładów wymaga również odpowiedniej kadry zarządzającej, która oprócz umiejętności zarządzania dysponowałaby fachową wiedzą branżową. Na dzień dzisiejszy takiej kadry w zasadzie brak.

<

Przy założeniu, że trend rynkowy nie zmieni się i wieprzowina nadal będzie traktowana przez Chińczyków jako dobro wysoce pożądane, a nie zostaną szybko rozwiązane strukturalne problemy branży hodowlanej, ceny wieprzowiny w Chinach powinny utrzymać się na relatywnie wysokim poziomie. Przy obecnych cenach oraz skali chińskiego rynku eksport polskiej wieprzowiny do Chin jest dla polskich eksporterów atrakcyjną możliwością. W ubiegłym roku podpisane zostało odpowiednie porozumienie z chińskim rządem. Faktyczne jego wykonanie i nadawanie certyfikatów poszczególnym polskim producentom toczy się z różnych względów, w części politycznych, bardzo powoli. Rząd chiński jest dość powściągliwy w otwieraniu drzwi do Chin zagranicznym produktom, zwłaszcza tym, które są konkurencyjne cenowo i jednocześnie jakościowo w stosunku do krajowej produkcji. Zmniejszający się areał gruntów uprawnych i pastwisk, za którym nie nadąża wzrost wydajności produkcji rolnej, powoduje, że Chiny zbliżają się do czerwonej linii końca samowystarczalności żywnościowej. Względy strategiczne i prestiżowe skłaniają w pierwszej kolejności do szukania rozwiązań, które zwiększą krajową produkcję. Na tym koncentrują się głównie media i eksperci w Chinach. Głosów o rozluźnieniu sytuacji poprzez zwiększenie importu wieprzowiny niemal nie słychać, a buńczucznych zapowiedzi o tym, że Chiny są tak bogate, że mogą wykupić całą amerykańską wołowinę, w kontekście importu wieprzowiny raczej nie należy brać poważnie pod uwagę.

Polskie przedsiębiorstwa z branży mięsnej włożyły już jednak sporo wysiłku, czasu i kapitału w promocję swoich produktów oraz w lobbying mający na celu dopuszczenie polskiej wieprzowiny do dystrybucji na chińskim rynku. Podpisane zostało odpowiednie porozumienie, które stwarza podstawy do dopracowania szczegółów certyfikacji poszczególnych polskich przedsiębiorstw do eksportu wieprzowiny do Chin. Obecnie Polska nie ma zbyt wielu produktów do zaoferowania chińskim odbiorcom, a wieprzowina zdecydowanie do tej grupy należy, warto więc zwiększyć starania o pozytywne zamknięcie kwestii certyfikacji, nawet biorąc pod uwagę ryzyko, że rząd chiński po raz kolejny przedłoży interesy polityczne nad dobro i portfel chińskiego konsumenta.

Advertisements