W co (nie) inwestują Chińczycy

Posted on 27 stycznia 2012 - autor:

0


coins.bars_a_numizmatyczny_pl

zdjęcie pobrano z http://www.numizmatyczny.pl

Wielu ekspertów z niepokojem obserwuje chińską gospodarkę. Część inwestorów jak James Chanos od wielu miesięcy głosi nadchodzący krach na rynku nieruchomości i co za tym idzie kryzys gospodarczy. Ceny nieruchomości, które od lat rosły w zawrotnym tempie zaczęły co prawda w ostatnich miesiącach spadać, jednak dla większości społeczeństwa chińskiego zakup mieszkania to wciąż niebagatelny wydatek, na który nie może sobie pozwolić coraz większa rzesza młodych Chińczyków. Mimo niebotycznych cen i wieloletnich wysiłków chińskich władz, które do tej pory starały się schłodzić rynek nieruchomości, własne mieszkanie, choć tak nie do końca własne ze względu na brak prywatnej własności ziemi w Chinach, wciąż jest bardzo atrakcyjną formą lokowania pieniędzy i z wielu powodów trudne będzie skłonienie mieszkańców Państwa Środka do zmian w portfelu inwestycji.

Lokaty bankowe w RMB Chinach nie są sposobem na pomnażanie majątku, wręcz odwrotnie, prowadzą do jego kurczenia. Obecnie oprocentowanie lokat terminowych czy to długoterminowych czy krótkoterminowych w chińskich bankach jest poniżej poziomu inflacji. Niezależnie od banku, czy to będzie na przykład Agricultural Bank of China (ABC) czy Bank of China (BoC) stopy oprocentowania są takie same. Dla lokat trzymiesięcznych 3.10 proc., sześciomiesięcznych 3.30 proc., rocznych 3.50 proc., dwuletnich 4.40 proc., trzyletnich 5.00 proc., pięcioletnich 5.50 proc. w skali roku. Biorąc pod uwagę inflację, która w 2011 roku według oficjalnych rządowych danych osiągnęła 5.4 proc., oszczędności ulokowane na lokatach terminowych realnie uszczupliły się.. Szacując poziom strat przeciętnego Wanga trzeba wziąć pod uwagę, że ceny podstawowych produktów żywnościowych, które dla większości Chińczyków są niezwykle znaczącym elementem codziennych wydatków, wzrosły w ubiegłym roku o wiele więcej niż całkowita stopa inflacji, np. wzrost w porównaniu do roku 2010 w lipcu b.r. wyniósł 14.4proc. w czerwcu, 14.8proc. w lipcu, w listopadzie 8.8proc . Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja z inwestowaniem w waluty obce. Pomijając prawne ograniczenia obrotu dewizami wpływające na wielkość oszczędności, jakie może przeciętny Chińczyk lokować np. w dolary, jeny czy euro, oprocentowanie lokat wahające się między niemal zerową stawką – 0.01 proc. dla lokat miesięcznych w jenach do 1.5 proc. – dla lokat trzyletnich w patakach jest dużo mniej atrakcyjne niż oszczędności w RMB.

Gra na chińskiej giełdzie również jest wielce ryzykowna. W 2008 w wyniku załamania giełdowego miliony drobnych graczy straciło swoje oszczędności. W ciągu roku od października 2007 do listopada 2008 Shanghai Stock Exchange Composite index spadł o ponad 60 proc. (z poziomu 6092 w szczycie bańki na 1706 pkt.). Do dziś szanghajska giełda nie podniosła się po krachu. Po pewnym wzroście w lipcu i listopadzie 2009 r., kiedy dobiła do poziomu ponad 3300 pkt., notowania ponownie poszły w dół. W styczniu b.r. oscylowały na poziomie ok 2300 pkt. Przyczynami spadku notowań giełdowych oprócz przeszacowania wartości akcji spowodowanej gorączką inwestycji i nadzieją na szybkie wzbogacenie się był również krach na rynkach finansowych i światowy kryzys gospodarczy.

Nie bez znaczenia dla niskiej obecnie atrakcyjności grania na giełdzie jest duży bezpośredni i pośredni wpływ państwa na funkcjonowanie giełdy. Wiele z notowanych przedsiębiorstw to SOE (przedsiębiorstwa państwowe), których działania ściśle zależą od bieżących politycznych decyzji. Po tym jak latem ubiegłego roku rząd, po katastrofie kolejowej w pobliżu Wenzhou oraz wcześniejszych skandali korupcyjnych woków budowy linii Pekin – Szanghaj, zadecydował o drastycznym zmniejszeniu zaplanowanej rozbudowy chińskiej sieci super szybkiej kolei, akcje dwóch spółek państwowych CSR i CNR spadły o prawie 50% i utrzymują się na tym poziomie do chwili obecnej. Afery korupcyjne i przypadki wykorzystania poufnych informacji w obrocie giełdowym, jak w przypadku Huang Guangyu prezesa Gome, Xiao Shiqing prezesa China Galaxy Securities czy Li Qihonga, mera Zhongshan, które powoli wychodzą na światło dzienne, dodatkowo przyczyniają się do rozczarowania Chińczyków inwestowaniem w akcje na giełdzie. We wrześniu ubiegłego roku China Securities Regulatory Commission wszczęła 83 nowe postępowania zarzutami o wykorzystanie poufnych wiadomości w obrocie giełdowym. Co ciekawe jednak z zakończonych w tym samym okresie 105 postępowań tylko 7 zostało skierowanych na dalsze etapy postępowania, 57 postępowań prowadzono w tzw. trybie nieoficjalnym.

Niewiele lepiej przedstawia się sytuacja z otwartymi chińskimi funduszami inwestycyjnymi. Według jeszcze niepełnych danych (na dzień 30 grudnia 2011) podanych przez China Galaxy Securities w 2011 r. fundusze inwestycyjne akcyjne zanotowały straty przekraczające poziom 20 proc. – pomiędzy 21.07 proc. a 24.98 proc. zależnie od udziału akcji w portfolio funduszu. Również fundusze papierów dłużnych,choć obarczone mniejszym ryzykiem, przyniosły kilkuprocentowe straty. Fundusze inwestycyjne walutowe średnio zanotowały minimalne zyski na poziomie ok. 3.32 proc., czyli sporo poniżej ubiegłorocznego poziomu inflacji. Według danych szanghajskiej firmy konsultingowej Wind z dnia 19 stycznia w 2011 r. łączne straty funduszy inwestycyjnych, zarządzanych przez sześćdziesiąt trzy firmy, które złożyły dane finansowe, sięgnęły kwoty prawie 500 mld RMB, ok 79 mld USD, z czego w trzecim kwartale prawie 240mld RMB a w czwartym kwartale 122.5mld RMB.

Nic więc dziwnego, że w takiej sytuacji drobni i średni inwestorzy w poszukiwaniu możliwości lokaty kapitału, która dawałaby im możliwość pomnożenia wkładu zamiast uszczuplania oszczędności, uciekają się do ryzykownych i nie zawsze legalnych form inwestowania. Na początku stycznia w mieście Anyang w prowincji Henan tysiące uczestników „funduszy” inwestycyjnych i piramid finansowych protestowało na ulicach miasta w związku z masowymi bankructwami nielegalnych przedsięwzięć, których inicjatorzy zawczasu opuścili miasto. Protestujący oczekiwali od lokalnego rządu rozwiązania problemu i ukarania winnych, którzy doprowadzili do powstania strat. Niskie oprocentowanie depozytów bankowych było mocną zachętą do udzielania na o wiele korzystniejszych warunkach krótko i średnio terminowych pożyczek prywatnym przedsiębiorcom, którzy w związku z trudnościami w uzyskaniu kredytów bankowych szukali innych źródeł pozyskania kapitału operacyjnego dla prowadzonej działalności. Zmniejszenie zamówień, spadek cen przy jednoczesnym wzroście kosztów spowodował, że wielu pożyczkobiorców, nie było w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań. W Wenzhou wielu właścicieli firm zniknęło, pozostawiając opustoszałe zakłady oraz rozwścieczonych pracowników i wierzycieli. Do podobnych sytuacji, tylko w nie tak widocznych rozmiarach, doszło również w innych prowincjach, np. w Henanie. Wieść o problemach w Henanie i Wenzhou spowodowała, że wielu Chińczyków przestraszyło się możliwości utraty oszczędności i wycofało się z udziału w tego typu transakcjach.

Jeszcze kilka lat temu dysponujący kapitałem, koneksjami, wiedzą branżową i głową na karku Chińczycy inwestowali w otwarcie własnej działalności gospodarczej. Spadek zamówień zagranicznych z krajów rozwiniętych, który nie został zdyskontowany wzrostem popytu na rynku wewnętrznym, wzrost kosztów produkcji i kłopoty z niedoborami siły roboczej znacznie obniżają atrakcyjność tej formy inwestycji. Wartość PPI (rok do roku), która od początku roku do września utrzymywała się na poziomie ok 6-7 proc.(za wrzesień 6.5 proc.) w październiku spadła do 5 proc., w listopadzie do 2.7 proc. a w grudniu do 1.7 proc. W wielu branżach, szczególnie w tych, w których znaczny udział kosztów stanowią koszta surowca lub siły roboczej, rentowność znacznie spadła. Również ceny w sprzedaży detalicznej towarów i usług w ostatnim półroczu w większości branż, poza branżą spożywczą, paliwową i jubilerską, rosły wolniej niż poziom inflacji. W niektórych, jak np. w sprzęcie elektrycznym i elektronicznym czy transporcie, były niższe niż w tych samych okresach roku ubiegłego. Z tych powodów inwestycja w działalność handlową czy usługową także zapowiada się dużo mniej obiecująco niż dawniej. Wielu Chińczyków w takiej sytuacji zastanowi się dwa razy, zanim podejmie decyzję o ulokowaniu oszczędności życia we własny biznes w tak niepewnym otoczeniu.

W ostatnich kilku latach pękło w Chinach kilka baniek na egzotyczne z punktu widzenia Europejczyka produkty. Tak np. w połowie 2007 r. pękła narastająca od 2003 r. bańka herbaty Pu’er. W ciągu półtora roku ceny spadły o ok. 85 proc., wielu drobnych inwestorów spoza branży herbacianej , często wywodzących się z miejskiej klasy średniej, straciło część oszczędności, naśladując firmy handlowe i spekulantów z Hongkongu i Południowych Chin. Idąc za trendem rynkowym, w Chinach, podobnie jak w innych krajach, wiele osób ulokowało część oszczędności w złocie. Wielu ekspertów uważa, że kruszec ten jest przeszacowany i oczekują znacznego spadku cen, od połowy roku już zanotowano kilkunastoprocentowy spadek. Przy skokach cen srebra wygląda na to, że również lokowanie pieniędzy metalach szlachetnych w najbliższym czasie może nie przynieść oczekiwanych rezultatów. Od kilku lat rosną ceny nefrytów i żadów z Xjinjiangu i Birmy, w które inwestują nie tylko milionerzy ale także drobni inwestorzy. Możliwe, że bogacąca klasa średnia znajdzie jeszcze inne mniej lub bardziej egzotyczne inwestycje, jednak pula w miarę pewnych i bezpiecznych długoterminowych form ulokowania oszczędności poważnie się w ostatnich latach skurczyła.

Bogaci Chińczycy mają więcej możliwości inwestycji. Kupują nieruchomości za granicą. Poprzez swoje firmy, dzięki rozluźnionym przepisom lokują pieniądze w udziałach zagranicznych przedsiębiorstw czy zakładają własne firmy w innych krajach. Mają również, dzięki wiedzy swojej lub doradców znacznie większe możliwości inwestowania w mniej tradycyjne grupy produktów jak dzieła sztuki, drogie wina, markowe zegarki czy kosztowną biżuterię. Jednak dla większości Chińczyków mieszkanie, nawet jeśli kwestia jego własności oparta, w braku prywatnej własności gruntów, na maksymalnie 70 letnim użytkowaniu wieczystym, jest wciąż atrakcyjnym sposobem lokowania pieniędzy. Młody mężczyzna bez mieszkania zazwyczaj nie ma szans na ożenek. Życie w kraju, w którym nie obowiązuje rządy prawa, tylko zasada nieformalnych permanentnych konsultacji między rządzącymi a rządzonymi naznaczone jest wciąż dużą dozą niepewności i tymczasowości. Inne, niż nieruchomości, formy inwestowania albo w ciągu ostatnich kilku lat się nie sprawdziły, albo wciąż ze względów formalnych są niedostępne dla przeciętnego białego czy niebieskiego kołnierzyka. Wiara dużej części społeczeństwa, że partia nigdy nie dopuści do krachu na rynku nieruchomości, gdyż zbyt wielu jej wysoko postawionych członków ma pieniądze ulokowane w mieszkaniach i willach sprawia, że wielu Chińczyków wciąż widzi własne mieszkanie jako najlepszą z możliwych inwestycji. Również kwoty umieszczone na lokatach bankowe, mimo tak niekorzystnego oprocentowania nie spadną drastycznie w najbliższym czasie. Mniejsze są straty z lokaty w banku, niż oszczędzania w przysłowiowej skarpecie a specyfika chińskiego systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych wciąż wymaga od Chińczyków trzymania w gotowości znacznych kwot na wypadek ciężkiej choroby lub innych wypadków losowych.

Advertisements