Psy imperializmu i nienasycona szarańcza

Posted on 27 marca 2012 - autor:

0


Katarzyna Sarek

Psy imperializmu i nienasycona szarańcza

15 lat wspólnego pożycia nie zaowocowało zrozumieniem, sympatią i przyjaźnią: mieszkańcy Hongkongu coraz bardziej nie lubią Chińczyków. I z wzajemnością.

Zapowiadało się na awanturę błahą. Tak to przynajmniej wyglądało w chwili, gdy pewnego dnia w czyściutkim hongkońskim metrze pewna dziewczynka zaczęła chrupać sobie makaron z chińskiej zupki, krusząc i śmiecąc.Niby nic. Ale w Hongkongu w metrze nie wolno jeść i pić. A dziewczynka i jej rodzina –Chińczycy z kontynentu – o zakazie nie wiedzieli lub nie chcieli się do niego stosować. Po uwadze pasażerki (w niezbyt poprawnym mandaryńskim) wybuchła karczemna awantura; ktoś pociągnął za hamulec bezpieczeństwa.

Nagranie scysji zaraz znalazło się w sieci, dostarczając paliwa do trwającej od dłuższego czasu „wojny” na złośliwości między Chińczykami a Hongkończykami – podczas której obie strony nie szczędzą sobie kwiecistych epitetów.Najsłynniejszym harcownikiem w tej chińsko-chińskiej „wojnie” jest profesor Uniwersytetu Pekińskiego, Kong Qingdong, słynny z niewyparzonego języka. W wywiadzie telewizyjnym nazwał on mieszkańców Hongkongu psami, bękartami i zdrajcami, a ich miasto „śmierdzącym portem” (aluzja do chińskiej nazwy Xianggang, „pachnący port”).

Pełny tekst artykułu został opublikowany w Tygodniku Powszechnym Nr 14 (3273) z 1 kwietnia

Obszerny fragment zostal zamieszczony na portalu onet.pl  http://tygodnik.onet.pl/31,0,74621,psy_imperializmu_i_nienasycona_szarancza,artykul.html

Reklamy
Posted in: SPOŁECZEŃSTWO