Ciernista droga do chińskiej matury

Posted on 29 maja 2012 - autor:

0


chinese-students-get-iv-drips-while-studying-for-gaokao-exams-hubei-03-600x351

źródło: chinasmack.com

Jak co roku na początku czerwca rzesze młodych Chińczyków przystąpią do Narodowego Egzaminu Gao Kao (高等学校招生全国统一考试, The Noational Higher Education Entrance Examination), czyli po naszemu… matury. Przystąpią do niego uczniowie ostatnich klas szkół średnich. Będzie ich około 9 milionów (!) Będą musieli zmierzyć się z takimi przedmiotami jak: język chiński, matematyka i język obcy (zwykle będzie to angielski), oraz do wyboru dwa spośród: chemii, fizyki, biologii (dla studentów klas o profilu nauk ścisłych), historii, geografii , nauk politycznych (dla studentów klas o profilu humanistycznym).

Egzamin zaważa na całej przyszłości młodego człowieka, od ilości punktów uzyskanych na Gao Kao zależy jego los. Nie ma minimalnego pułapu, od którego egzamin liczy się jako zdany. Oznacza, że każdy zalicza Gao Kao, tylko z różną ilością punktów. Wynik jest sumą punktów uzyskanych z poszczególnych przedmiotów. W najgorszym wypadku można po prostu dostać kilkadziesiąt, może sto punktów. Żeby liczyć na przyjęcie na dobry, znaczący uniwersytet trzeba uzyskać łącznie około 500 punktów. Jeśli nieszczęśnik, któremu nie powiodło się na Gao Kao, ma finansowo ustawionych rodziców, to może zawsze jeszcze liczyć na przyjęcie na uniwersytet zagraniczny. Szczególnie ulubionym celem uniwersyteckiej emigracji jest oczywiście Ameryka. Jednak takich szczęśliwców jest stosunkowo niewielu. Cóż zatem czynić? Uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć.

Że niby można paść ze zmęczenia? Nie. Nie w prowincji Hubei. Narodowa telewizja CCTV13 10 maja w wiadomościach podała informacje o pewnym liceum w miejscowości Xiaogang, gdzie w klasie szkolnej zainstalowano przyrządy do kroplówek i studenci podczas „wkuwania” do egzaminu są dożywiani w ten niekonwencjonalny sposób aminokwasami. Są to studenci trzeciej, ostatniej klasy szkoły średniej. Studenci zdecydowanie popierają ten pomysł, dzięki któremu jak mówią mają więcej energii do nauki. 53 studentów nie tylko akceptuje tę formę odżywiania, ale nawet sami poprzestawiali meble i odpowiednio urządzili klasę, a także sami zakupili niezbędne materiały do zawieszenia kroplówek.

Pierwotnie zmęczeni studenci mogli udać się po pomoc do przyszkolnego szpitala, i tam otrzymać aminokwasy przez kroplówkę. Instalowanie aparatury do kroplówek w klasach szkolnych, ma po prostu ułatwić studentom życie, nie muszą biegać między klasami, a salami szpitalnymi. No to bezwątpienia ułatwienie!

Droga do Gao Kao nie jest usłana różami, a presja wywierana przez Chińskich rodziców na swoich dzieciach jest czasami wprost niewyobrażalna. 26 kwietnia szanghajska telewizja (上海新闻综合频道) doniosła, w programie „Prawo i moralność” 法律与道德 o przypadku tragicznej w skutkach matczynej miłości. Kiedyś usłyszałam mądre słowa, że „nadmiar miłości nie sprawi tyle złego, co jej niedobór”. Ta historia zaprzecza jednak tej teorii.

Bohater przytoczonej w telewizji historii miał na imię Chen Ke (陈可) zmienione imię i nazwisko) i był uczniem szkoły średniej. Pochodził z ubogiej rodziny. Jego rodzice mieli zaledwie gimnazjalne wykształcenie, dlatego dla syna chcieli lepszej przyszłości, która według nich równoznaczna była ze zdobyciem wyższego wykształcenia. Rodzice Chen Ke rozwiedli się gdy chłopak miał dwa lata, ale dla dobra dziecka zeszli się ponownie jakiś czas później. Aby zapewnić mu jak najlepsze warunki, ustalili, że ojciec będzie pracował, a matka zajmie się opieką nad synem; przez co rozumiała stworzenie mu perfekcyjnych warunków do nauki. Rodzice mieszkali pod jednym dachem tylko ze względu na syna, nawet ze sobą nie rozmawiali. Każde z nich wykonywało wyznaczone role, mama gotowała, tata robił pranie.

Syn nie miał żadnych obowiązków, poza jednym – uczyć się. Rygorystyczny nadzór przyniósł efekty i po skończeniu gimnazjum Chen Ke dostał się do najlepszej szkoły średniej w mieście. Wraz z sukcesem wymagania kochającej matki jeszcze wzrosły.

Rodzina przeprowadziła się w pobliże szkoły, by zaoszczędzić czas na dojazdy. Matka wykalkulowała, że nawet przejście z domu do szkoły na piechotę zajmowałoby Chen Ke o pięć minut dłużej niż przejazd elektrycznym rowerem, więc co rano woziła syna do szkoły, bo przecież ziarenko do ziarnka i zbierze się miarka. Aby zapewnić synowi wartościowe pożywienie i upewnić się, że nie marnuje czasu w przerwie między zajęciami, codziennie o 12:00 w południe jechała do szkoły, zabrać go do domu na lunch. Po posiłku 40 minut nauki i na 14:00 odwoziła go z powrotem do szkoły. Gdy w drugim półroczu jego oceny nieznacznie spadły, matka postanowiła wprowadzić się do jego pokoju. Spali w jednym łóżku, by miała pewność, że wieczorami nie czyta książek oraz że nie marnuje czas na gry. Ponadto codziennie o 4.30 rano budziła go na naukę. By nie zasnął przynosiła mu jabłko i kawę. Przed ósmą woziła go do szkoły.

Chen Ke brał udział we wszystkich zajęciach pozalekcyjnych i to nie sam. Mama mu zawsze towarzyszyła. Poza nauką nie miał innego życia, kolegów, nie spędzał czasu ze znajomymi, matka nieomalże nie odstępowała go na krok.

Aż w końcu coś w Chen Ke pękło, pękło i doprowadziło do tragicznego końca. Chłopak nie wytrzymał presji i udusił matkę używając hantli i sznurówek. Matka, która żyła tylko z miłości do niego, z jego ręki straciła życie. „Jestem wolny” powiedział Chen Ke aresztowany przez policję.

A wszystko przecież co zrobiła matka było w imię matczynej miłości, i Gao Kao.

Program o Chen Ke, zatytułowany „我杀了最爱我的人“ (Zabiłem najbardziej kochającą mnie osobę) nadany był w serii Prawo i Moralność (法律与道德), na kanale (上海新闻综合频道)w dniu 26.04.2012.

Artykuł pochodzi od autora bloga www.kakcia.blox.pl.

Publikacja za zgoda autora.

Advertisements
Posted in: SPOŁECZEŃSTWO