Zrozumieć Chińczyka

Posted on 28 października 2012 - autor:

2


Katarzyna Sarek
„Zrozumieć Chińczyka”

polityka_niezbednik_inteligenta_adjusted_02

źródło: skleppolityki.pl

[…]Chińskim pismem polskie dzieci straszył już Kornel Makuszyński każąc Koziołkowi Matołkowi nauczyć się „ze czterdzieści coś tysięcy” znaków. Co prawda jest ich jeszcze więcej, ale porządnie wykształcony Chińczyk zna „zaledwie” ok. 5-7 tys., a do czytania gazet i literatury wystarczy opanować ok. 3,5 tys. najczęściej używanych znaków, co gwarantuje zrozumienie aż 99,5% tekstu. Znak chiński przeciętnie składa się z 10-12 kresek, czyli elementów pisanych jednym pociągnięciem pióra (najprostsze znaki składają się z jednej kreski, najtrudniejsze z 64). Nauka znaków, bierna i czynna, wymaga wielu lat wkuwania na pamięć. Co gorsza, bez ciągłego ćwiczenia znajomość czynna szybko zanika, z czym borykają się także dorośli Chińczycy piszący głównie na komputerze i przez to tracący umiejętność pisania odręcznego. Piękne, acz skomplikowane pismo chińskie zostało nawet oskarżone o bycie przeszkodą w rozwoju kreatywności.[…]

[…]Jakby tego było mało, nie wszyscy mieszkańcy Chin znają oficjalny język swojego kraju. Znaczna ich część mówi w dialektach (tak nazywanych, choć z językoznawczego punktu widzenia posiadających wszelkie cechy języków), które różnią się od putonghua, a także między sobą, w stopniu uniemożliwiającym zrozumienie. Dotyczy to nie tylko tzw. mniejszości narodowych, czyli 55 grup uznanych za etnicznie nie-hańskie, ale także Chińczyków – Hanów, przede wszystkim z południowych prowincji (rzeka Jangcy jest uznawana za granicę podziału kraju), którzy w domu i na ulicy mówią w swoim dialekcie, drastycznie różniącego się od języka ogólnonarodowego pod względem wymowy, słownictwa, a nawet gramatyki. Grupy dialektów: mandaryńskich, wu, xiang, gan, hakka, min, yue różnią się między sobą jak tak jak np. angielski, duński, szwedzki czy inne języki germańskie. Co więcej, dialekty w poszczególnych grupach często również są wzajemnie niezrozumiałe, np. pekińczyk nie zrozumie syczuańczyka, mimo tego, że obaj posługują się dialektami mandaryńskimi.Szanghajczyk z domu wynosi znajomość Shanghai hua, czyli „mowy szanghajskiej”, a dopiero dzięki szkole i mediom centralnym poznaje język ogólnonarodowy i jedynie od jego pilności zależy czy opanuje go słabo, dobrze czy perfekcyjnie. To samo odnosi się do mieszkańca praktycznie każdego większego regionu czy miasta południowych Chin.

W tej językowej wieży Babel głównym narzędziem komunikacji i narodowym spoiwem stało się pismo. Znaki chińskie, mimo tego, że będą wymawiane na odmienny sposób, przekażą te same treści i kantończykowi i chłopu spod rosyjskiej granicy (jeśli ten, rzecz jasna, nie jest analfabetą).[…]

Pełny tekst artykułu został opublikowany w „Niezbędniku Inteligenta. O języku w mowie i piśmie”, Polityka, Wydanie Specjalne nr 11/2012

Advertisements