Życie blokowej społeczności w szanghajskim wieżowcu

Posted on 5 Maj 2013 - autor:

0


Życie blokowej społeczności w szanghajskim wieżowcu

Bloki chińskie to w żadnym wypadku nie są setki mieszkań zapełnione tłumem anonimowych mieszkańców. Każdy blok z odrębna społeczność, mała komórka sąsiedzka. Do niedawna całkiem normalnym zachowaniem było pozostawianie drzwi wejściowych do mieszkania otwartych na oścież. Pranie też wywiesza się na widok publiczny; bezwstydnie wielkie gacie [reformy] powiewają na wietrze z prawie każdego okna, we wszystkie słoneczne dni.

Mieszkam w typowym chińskim bloku. Dwadzieścia pięć pięter, a każde z nich tak brudne, zakurzone, że co żywo przypomina mi piwnice w PRL-owskich blokach z lat osiemdziesiątych.

Na parterze bloku, na wprost głównego wejścia jest mała kanciapa, w której przez cały dzień siedzą członkinie komitetu blokowego. Stróżówka prawie nigdy nie jest pusta. Do późnych godzin nocnych zawsze dyżuruje przynajmniej jedna z pań. Pośród nich jest sąsiadka z mojego piętra, ufarbowana na kasztan właścicielka małego rudego pudla (który to pudelek w deszczowe dni wychodzi na spacerek w bucikach, co by sobie nóżek nie pomoczyć). Panie podchodzą do swoich obowiązków bardzo poważnie i obcy osobnicy zwykle nie uchodzą ich bacznej uwadze. Nawet kurier z przesyłką musi się wytłumaczyć, na które piętro i do kogo idzie.

Na parterze przy windach jest też miejsce na ogłoszenia dot. spisywania liczników, przerw w dostawie wody itp. Odrębne miejsce na ścianie zajmuje tablica na ogłoszenia komórki partyjnej, ale towarzysze widocznie nie mają sobie wiele do zakomunikowania, bo tablica zawsze świeci pustkami.

Przy wejściu jest też niewielkie pomieszczenie, które stanowi dobry punkt obserwacyjny „ruchu blokowego”. Tutaj na ciemnych drewnianych (i twardych) fotelach przesiadują seniorowie i aktywnie dyskutują, przeżuwając pestki dyni, których łupiny lądują bezpośrednio na posadzce. Tematyka dyskusji nie jest mi znana, trudno mi ich podsłuchać, bo rozprawiają w dialekcie szanghajskim.

No i teraz o „naszej” aferze blokowej. Jak przystało na typową Chinkę, po mieście poruszam się starym, zardzewiałym rowerem, co ma gwarantować, że rower zawsze znajdę tam, gdzie go zostawiłam. Podobnie jak niektórzy pozostali mieszkańcy, parkuję rower na moim piętrze, w pobliżu wind (tak, tak codziennie zwożę i wwożę rower na jedenaste piętro). Dzięki temu rano nie muszę schodzić po niego do piwnicy, poza tym wydaje mi się to rozwiązaniem bezpieczniejszym.

Wczoraj rano, jak co dzień rozpędziłam się do windy, mój rower stał jak zawsze oparty o kratę wnęki, stanowiącej graciarnię tej sąsiadki od pudla. Próbowałam otworzyć kłódkę, a właściwe zamek, lecz napotkałam na problem. Nie mogłam znaleźć tego zamka, który przytwierdzony był niegdyś do ramy roweru w tylnej jego części i blokował tylne koło. Zamka nie było! Został zdjęty. Ktoś chciał mi chyba rower usunąć.

Po południu spotykam panią od pudelka i pytam o szczegóły, bo byłam przekonana, ze to ona powstrzymała złodziei. Okazało się, że i owszem, ale nie była tego świadoma. W nocy usłyszeli dźwięki szarpania kraty, więc jej brat wyszedł na klatkę schodową. Nikogo nie było, ale mój rower stał w innym miejscu. Starszy pan odstawił go „na miejsce”, czyli tak by blokował wejście do jego graciarni. Dzięki temu rano zastałam mój rower na stałym miejscu.

A więc stałam się jedną z nich – ofiarą (niedoszłą) złodziei rowerów. Tego dnia po południu podeszła do mnie jakaś nieznana osoba i pożaliła się, że skradziono jej rower.

W bloku zawrzało, Złodzieje rowerów! Tej nocy skradziono kilka sztuk. Komitet blokowy zadziałał bezzwłocznie. Od teraz drzwi wejściowe będą zamykane zawsze (a nie tylko w nocy, jak było dotychczas). Komitet działa bardzo sprawnie, bo dziś rano panie w stróżówce przywoływały wszystkich wchodzących i wychodzących, informowały o nowym porządku oraz zapisywały na listę dorabiania kluczy. W zaledwie kilka godzin później już rozdały dorobione klucze!

Zapewne jeszcze dobre kilka dni blok będzie żył tymi ostatnimi wydarzeniami! Panie ze stróżówki będę miały o czym rozmawiać z sąsiadami!

Artykuł pochodzi od autora bloga www.kakcia.blox.pl.

Publikacja za zgoda autora.

Reklamy
Posted in: SPOŁECZEŃSTWO