Myśli Mao w nauce malarstwa

Posted on 4 lipca 2013 - autor:

0


Myśli Przewodniczącego Mao, czyli kursu malarstwa chińskiego ciąg dalszy

Mysli_Mao1

(Ja jako) początkujący adept sztuki malarstwa chińskiego robię pewne postępy. Niestety sprawa jest bardziej skomplikowana niż się adeptowi z początku wydawało.

Na jednych z ostatnich zajęć nauczyciel, z typową dla narodu chińskiego żyłką do interesów spytał, czy obcokrajowcy lubią malarstwo chińskie. W swej wybujałej wyobraźni widział już galerie sztuki w najważniejszych europejskich metropoliach, na ścianach dzieła współczesnych malarzy, z nim na czele (ja też bym tam chyba zawisła). Ostudziłam niestety nieco jego zapały stwierdzając, że ludziom zachodu chyba nie aż tak bardzo przypada do gustu „chińszczyzna”. „Ależ dlaczego?” zdziwił się, a bardziej właściwie strapił chiński Monet. „Nie rozumieją” – wyjaśniłam. „To musisz im wyjaśnić” – wydedukował Einstein.

Siedział akurat nad moją pracą. „Za każdym obrazem kryje się historia. Nie chodzi tylko o to co widać, ale to, co przedstawia, reprezentuje, chodzi o drugie dno.” Zdążyłam się zorientować, że to co się za obrazem kryje jest niekiedy ważniejsze, niż to co się na nim faktycznie znajduje i on tylko potwierdził moje obawy.

„Na przykład, opowiedz mi historię do tego obrazu”, wskazał na mój pejzaż przedstawiający spokojną wodę, opuszczoną łódź wsuniętą w szuwary, w oddali mostek, a z drugiej strony, pośród wysokich traw, strzechą pokryty dach małej chatki, nad nią pochylone samotne drzewo. „Hmm” – zamyśliłam się – „Rybak wypłyną na połów, ale zdarzył się przykry incydent, człowiek wypadł z łodzi i utonął. Pozostała po nim tylko stara łajba i niczym nie zmącona cisza.” Nauczyciel żart zrozumiał, choć może nie do końca podzielał moje poczucie humoru. „Źle” – oświadczył – „Ten obraz przedstawia romantyczny krajobraz, spokój ducha, harmonię”. To rzeczywiście inna historia… „Musisz jeszcze poćwiczyć” dodał. Nie do wiary, więc nie tylko muszę nabyć wiedzę techniczną, zapoznać się z kanonami piękna i zasadami obowiązującymi w malarstwie, ale jeszcze muszę się nauczyć dorabiać do obrazów historię.

Kreska. Obrazy malowane tuszem powstają z pojedynczych pociągnięć pędzla postawionych na papierze ryżowym. Każda kreska musi być doskonała, piękna, po prostu perfekcyjna. Tak, każda jedna kreska. Jedna z moich bardziej zaawansowanych koleżanek podeszła na poprzednich zajęciach do malowania postaci, kopiowanych z obrazów Chen Shaomei. Okazało się, że malowanie przez nią kreski były za grube, nieestetyczne, po prostu brzydkie. No i zamiast malować postaci nauczyciel dał jej do kopiowania „kolorowankę”. Obraz wyglądał jak bardziej skomplikowana kolorowanka dla dzieci. Przedstawiał kwiat peonii narysowany tysiącem małych, cieniutkich czarnych kresek, na białym tle. Kreska malowana pędzlem będzie inna na początku, na środku i na końcu i to wszystko będzie trzeba skopiować, przyłożywszy papier ryżowy do wzoru. Zanim zaczniemy więc poważne dzieła, musimy skopiować tysiące, dziesiątki tysięcy pojedynczych dotknięć pędzla.

Nasz nauczyciel zwykle na zajęciach, poza ocenianiem naszych zadań domowych, prezentuje także swoje dzieła, nad którymi aktualnie pracuje. Prace przyklejamy taśmą do ściany, by oglądać je w pozycji pionowej. Na ostatnich zajęciach na ścianie zawisł pejzaż przedstawiający wiejski domek pośród drzew, z obszernym podwórkiem i murowanym ogrodzeniem. Na frontowej ścianie domu, po prawej stronie drzwi wejściowych malarz pozostawił puste miejsce. „Nauczycielu…” zapytała dociekliwa koleżanka –„A tu dlaczego nie domalowałeś ściany?” „Ach to umyślnie” – wyjaśnił, dumnie kiwając głową – „Tu domaluję myśli Przewodniczącego Mao”.

Artykuł pochodzi od autora bloga www.kakcia.blox.pl.

Publikacja za zgoda autora.

Reklamy