O karze śmierci, śmierci i życiu po chińsku..

Posted on 15 sierpnia 2013 - autor:

0


O karze śmierci, śmierci i życiu po chińsku..

ara_smierci_w_chinach_source_rfa_org

źródło zdjęcia: rfa.org

Kara śmierci w Polsce została zniesiona w 1988 roku, a i wcześniej, w ostatnich latach była wykonywana w bardzo wyjątkowych przypadkach; przewidziana była dla szczególnie okrutnych zbrodniarzy. Jak podaje Wikipedia, w kodeksie karnym z 1932 roku, kara stosowana była za przestępstwa takie jak zabójstwo i zdradę stanu. W okresie stalinowskim (1944 – 1956) stracono więcej przeciwników politycznych, niż faktycznych kryminalistów. Trzy i pół tysiąca ludzi straciło życie w tym czasie! Po okresie stalinowskim w PRL wykonano jedną karę śmierci w sprawie gospodarczej. Była to afera mięsna, a stracony, Stanisław Wawrzecki (ojciec aktora Pawła Wawrzeckiego) został uśmiercony przez powieszenie w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej w lutym 1965r. Oskarżony był m.in. o przyjmowanie łapówek od kierowników sklepów mięsnych.

W Chinach rzecz wygląda inaczej. Statystyki dotyczące kar śmierci są tajne, ale jak szacują organizacje takie jak Amnesty International rocznie wykonuje się ich tysiące (dla porównania, na całym świecie potwierdzonych przypadków egzekucji kar śmierci w roku 2012 było 682).

W Chinach kara śmierci jest stosowana dość powszechnie. Istnieje swoiste przyzwolenie społeczne na ten rodzaj kary wobec kryminalistów dopuszczających się okrutnych zbrodni. Jednak często stosuje się karę śmierci w przypadkach przestępstw gospodarczych. Ostatnio głośno było z powodu zakończonego 8 lipca procesu przeciwko byłemu Ministrowi Kolejnictwa, Liu Zhijun. Uznany winnym przyjmowania gigantycznych łapówek został skazany na karę śmierci, ale odroczoną. Ze względu na swoją wysoką pozycję we władzy (do niedawna), prawdopodobnie, gdy wszyscy o procesie zapomną, Liu uniknie sprawiedliwości.

Lecz to nie jego wyrok wywołał falę oburzenia w mediach społecznych, a wydarzenia z 12 lipca br. Tego dnia uśmiercono biznesmena z prowincji Hunan, niegdyś wpływowego i popularnego w kręgach politycznych potentata nieruchomościowego, Zeng Chengjie. Został on w roku 2011 skazany na karę śmierci za zdefraudowanie funduszy na kwotę 562 milionów dolarów. To co przelało falę goryczy internetowej opinii społecznej, to fakt, ze egzekucji dokonano po cichu, nie informując rodziny, której nie dano szansy na pożegnanie. „Nie ma takiego prawa w Chinach, które jednoznacznie nakazywałoby spotkanie skazanego z członkami rodziny przed egzekucją” w odpowiedzi na zarzuty wyjaśnienie wystosował Sąd Ludowy. Później rodzina została poinformowana, że szansę spotkania z bliskimi Zeng otrzymał, ale nie wyraził chęci spotkania….

Zanim skończyłam pisać wpis o karze śmierci, telewizja podała informacje o brutalnej śmierci i to z rąk przedstawicieli władzy.

Dopiero niedawno rozmyślałam, o zależności: sprzedawca – chengguan, a tu…

Chengguan to coś jakby odpowiednik policji municypalnej, naszej straży miejskiej. Do ich zadań należy pilnowanie porządku, rozwiązywanie konfliktów, zajmują się wszelkimi wykroczeniami nie wymagające interwencji policji. W rzeczywistości, z moich codziennych obserwacji wynika, że ich głównym zadaniem jest przepędzanie z ulic miasta ulicznych sprzedawców. Niedawno doszłam nawet do wniosku, że ich zadaniem jest gonienie, [ale nie doganianie] handlarzy, którzy, mają za zadanie sprzedawać i od czasu do czasu uciekać nie dając się złapać. Dlaczego? Otóż, rząd nie jest w stanie zapewnić legalnej pracy milionom zwykłych, prostych ludzi. A system ten zapewnia pracę dwóm grupom: goniącym i uciekającym.

Uliczni sprzedawcy dzielą się na kilka grup. Pierwsza najbardziej podstawowa, to ci którzy swoje drobne towary rozkładają na materiałowej chuście na chodniku, a w przypadku konieczności ewakuacji (nadchodzących chengguan), chwytają chustę za cztery rogi i uciekają. Druga grupa do właściciele „stołów na kółkach”. Na drewnianych blatach rozkładają swoje towary; zeszyty, książki, owoce, warzywa. W przypadku ewakuacji chwytają za dwie poręcze zamocowane na końcu stołu i pchając swój dobytek uciekają. Ewentualnie, jeśli ich kram jest przytwierdzony do roweru, to wsiadają na niego i odjeżdżają. Trzecią grupę stanowią sprzedawcy owoców, którzy towar sprzedają bezpośrednio z samochodów ciężarowych. Wszyscy oni nadają Chinom kolorytu. Uwielbiam oglądać stosy arbuzów, pomarańczy, grejpfrutów, którymi ciężarówki wypełnione są po brzegi.

W małej miejscowości Linwu w prowincji Hunan porządek zależności sprzedawca – chengguan, został brutalnie przerwany. 17 lipca br. o trzeciej nad ranem pewien rolnik zebrał z pola arbuzy, załadował na samochód i wraz z żoną wyruszył do miasteczka. Tam napotkali na opór ze strony chengguan. Za sprzedaż owoców w miejscu niedozwolonym wymierzono im karę 100 juanów (50zł). Dodatkowo pobrano kilka arbuzów i kazano się przenieść na miejsce wyznaczone do handlu produktami rolnymi. Strażnicy pobrali karę, ale nie wypisali mandatu, więc wywiązała się sprzeczka. Ostatecznie rodzina przejechała w wyznaczone do handlu miejsce. Niestety strażnicy podążyli za nimi. Tam wywiązała się kolejna sprzeczka, w wyniku której przedstawiciele władzy pobili starszego człowieka na śmierć. Bezsensowna śmierć wzburzyła opinię publiczną. Ludzie na społecznościowych portalach domagają się sprawiedliwości. Nawet jeśli rodzina zmarłego doczeka się sprawiedliwości, to i tak życia rolnikowi to nie zwróci.

Kiedy już chciałam opublikować mój artykuł, znów na Weibo (chińskim odpowiedniku Twitter) pojawiła się informacja, która przykuła moją uwagę. W sobotni wieczór (20.07 br.) przeglądam wiadomości, na pierwszym miejscu pojawiła się informacja o wybuchu na lotnisku w Pekinie. Jak się miało okazać, to kolejna historia z Chengguan (strażą miejską) w roli głównej. Desperat, młody człowiek na wózku inwalidzkim, który próbował wysadzić się w powietrze, to 34 letni mieszkaniec prowincji Shandong, Ji Zhongxing. W 2005 (miał wtedy zaledwie 26 lat) pracował na południu Chin w Dongguan, gdzie prowadził swój mały nielegalny interes – taksówkę motorową. Pewnego wieczoru, przewożąc klienta został zatrzymany do kontroli przez strażników miejskich. Doszło do rękoczynów. Chengguan pobili „taksówkarza”, ze skutkiem tragicznym. Biedny człowiek, który i wcześniej nie mógł znaleźć zatrudnienia, w efekcie pobicia został kaleką i od tamtego czasu prowadził życie z wózka inwalidzkiego. Wrócił do rodzinnej prowincji, gdzie opiekował się nim stary ojciec. Po wypadku domagał się zadośćuczynienia od Straży miejskiej. Bez skutku. Doprowadzony do ostateczności, zdobył się na tragiczny krok, czyli zdetonowanie bomby na pekińskim lotnisku.

„W Chinach ludzi jest za dużo” – często słyszę od Chińczyków, ale zapewne nie mówią o sobie, i o swoich bliskich. Jednak prawda jest taka, że do poszanowania życia w Chinach podchodzi się trochę inaczej…

18.07.2013 Szanghaj

(źródła: Shanghai Daily, portal: Weibo, Wikipedia)

Artykuł pochodzi od autora bloga www.kakcia.blox.pl.

Publikacja za zgodą autora.

Advertisements
Posted in: SPOŁECZEŃSTWO