Dobre wychowanie, trudna sztuka

Posted on 4 września 2013 - autor:

1


wychowanie

Wychowanie dzieci to bardzo trudna sztuka. Ludzie próbują różnych metod, rozmaitych sposobów, ale patrząc na to co się dzieje, nie tyle w Chinach, co nawet w samym Szanghaju, to mam wrażenie, że Chińscy rodzice poddają się bez walki i do tematu nawet nie podchodzą, a może nie chcą. A może… Wzorce zachowań przekazywane są z pokolenia na pokolenie i sami innych standardów nie znają.

Taki mały obrazek na początek. Mini salka lekcyjna z dużym oknem. Pośrodku w jednym rzędzie kilkoro przedszkolaków na kolorowych stołeczkach z IKEA. Wszyscy (prawie) siedzą grzecznie wyprostowani na stołeczkach z rękami na udach. Jedna z dziewczynek pełza pod ustawionymi pod ścianą krzesłami, zapewnie zaraz się wynurzy za ostatnim. Ale uwagę przykuwa mały chłopiec o przysadzistej budowie, który stoi tyłem do wszystkich i z całej siły wali rączkami w szybę, coś przy tym wykrzykując. Po chwili obraca się do grupy i krocząc z przodu rzędu mówi: „drodzy uczniowie, powiem wam…” i coś tam mówi. Nauczycielka strofuje go i prosi by usiadł. W odpowiedzi dzieciak chwyta stołek, bo chyba nie podoba mu się wyznaczone miejsce, i trzymając go w rękach nad głową staje nad jednym z małych studentów. Dziecko kuli się w obawie, że zaraz oberwie. Widok jest mrożący krew w żyłach. Nauczycielka interweniuje, stołeczek bezpiecznie ląduje na ziemi. Mały znów próbuje sił. W klasie rozlega się dźwięk „hrrr” charknięcie i wyplucie i znów charknięcie i wyplucie i znów i tak pięć razy. Dzieci zaczynają wykrzykiwać: „bleee, fuj, okropne”. Doprowadzona do ostateczności nauczycielka otwiera drzwi klasy i przywołuje wzrokiem opiekuna (dziadka) dziecka. Ten wyraźnie skrępowany (choć raczej nie zachowaniem wnuka, tylko tym, że został wywołany) podaje wnukowi chusteczkę higieniczną. Malec zapewne myśląc wesoło, „wycierać, ja wam pokażę moją metodę”, kładzie się na brudnej podłodze i niczym dyzio marzyciel wesoło wymachując nogami w powietrzu, podpiera głowę jedną ręką, drugą od niechcenia rozmazuje ślinę.

Cała sytuacja wydaje się absurdalna, ale kilka dni później to samo dziecko zostaje wysadzone (na siusiu) przez matkę do kosza na śmieci w damskiej ubikacji i to właściwie wszystko wyjaśnia. Nie ma wątpliwości jaką „kindersztubę” chłopak przekaże kiedyś dalszym pokoleniom. Pociesza mnie myśl o pozostałych członkach grupy, tych którzy z obrzydzeniem patrzyli na wyczyny kolegi. W nich cała nadzieja.

Ale temat ten wpadł mi do głowy z zupełnie innego powodu. Ostatnio głośno było z powodu awantury w metrze, którą jakiś życzliwy pasażer nagrał i wrzucił w Internet. I zaczęło się… A poszło o…

W pewien czwartkowy dzień (a dokładnie 22 sierpnia) wśród stłoczonych pasażerów metra linii numer 3 w Sznaghaju znalazła się dwójka młodych rodziców z maleńkim dzieckiem. Dziecku zachciało się siusiu, a rodzice nie zważając na pewną niewielką niedogodność (mało miejsca na posadzce przedziału) mimo wszystko, wysadzili dziecko bezpośrednio na podłogę. Bobasek niezdara, obsikał przy tym pantofelek pewnej pasażerki, która nie wiedzieć czemu była tym faktem lekko poirytowana. Swe zdegustowanie wyraziła w formie ustnej domagając się od rodziców przeprosin, zwykłego „przepraszam”. Poparli ją pozostali pasażerowie. W odpowiedzi na to młody ojciec obrzucił ją wyzwiskami, wstał, próbował kopnąć i zaczęła się szarpanina. Jednemu z pasażerów krewki ojciec nawet wygrażał śmiercią (!), a pani w pantofelkach powiedział, że może sobie zadzwonić na policję.

Jak podaje Shanghai Daily (z dnia 26.08.2013) po zajściu przedstawiciele szanghajskiego Metra oraz policji pouczyli młodego mężczyznę, ale ponieważ nie zostało złamane prawo (widocznie nie ma prawa zakazującego załatwiania potrzeb fizjologicznych w metrze), to żadnych konsekwencji młody ojciec nie poniesie. Zresztą z nauk owych przedstawicieli metra i policji wiele on nie wyniósł, bo w ostatni weekend z przeprosinami na antenie STV (Szanghajskiej Stacji Telewizyjnej) pojawił się jego ojciec, a nie on sam. Wyjaśnił on, że jego syn jest młody i niedojrzały, a jego postępowanie było złe i w imieniu rodziny przeprosił wszystkich pasażerów.

Awantury w metrze bywają na porządku dziennym i nie dalej jak kilka dni temu dwie panie pokłóciły się o miejsce siedzące tak, że zaczęły sobie wzajemnie włosy z głów wyrywać, co oczywiście skrzętnie nagrał sprzęt telefoniczny jakiegoś pasażera. Nie wspomnę już o próbach wywarcia presji na kierowcach autobusów miejskich, by zatrzymali pojazd poza miejscem do tego wyznaczonym, często za pomocą wyrywania mu kierownicy (!). Pocieszający jest fakt, że jednak ogół chińskiego społeczeństwa dostrzega w tych zachowaniach anomalię i protestuje przeciwko przejawom braku kultury osobistej rodaków.

Shanghai 08.2013

Artykuł pochodzi od autora bloga www.kakcia.blox.pl.

Publikacja za zgodą autora.

Reklamy
Posted in: SPOŁECZEŃSTWO