Noworoczna wymiana kopert…

Posted on 17 lutego 2014 - autor:

1


…i inne przykre obowiązki związane z Chińskim Nowym Rokiem

fu

Pewnego dnia pod koniec stycznia, jedna z moich znajomych zadumała się, a potem ze smutkiem w głosie stwierdziła, że w ogóle ją nie cieszą nadchodzące święta. Było to na krótko przed Chińskim Nowym Rokiem, najważniejszym świętem w kraju. Świętem, które wywraca kraj do góry nogami. Zakłady pracy się zamykają, ludzie wracają do rodzinnych domów, spędzając w podróży nieraz kilka dni. Niektórzy wracają dopiero po upływie miesiąca, a robotnicy czasami w ogóle nie wracają. Porzucają pracę i szukają zatrudnienia w innej fabryce, może trochę bliżej rodzinnego domu, a może trochę lepiej płatnego.

Tłumy ludzi przewijają się przez dworce kolejowe, autobusowe, lotniska. Później miasta pustoszeją. Nagle robi się bardzo cicho. Szczególnie metropolie takie jak Szanghaj wyludniają się w święta, ponieważ znaczna część mieszkańców, to ludność napływowa, która raz do roku, w to największe święto wraca w rodzinne strony.

W świetle tych zjawisk, dziwić może fakt, iż koleżanka nie cieszy się na tę wielką uroczystość. Pomyślała, pomyślała i wydedukowała: „Już wiem, dlaczego nie cieszą mnie święta. Nie dostaję już czerwonych kopert! Teraz kiedy sama muszę je rozdawać, nie ma już frajdy ze świąt!”. Dzieci dostają od dorosłych czerwone koperty wypełnione banknotami, „pieniędzmi na szczęście”, a dorośli figę z makiem. Chińskie dzieci z okazji Święta Wiosny nie dostają prezentów. Wielka szkoda, bo omija je przyjemność rozpakowywania podarków, niespodzianki – co jest w środku, co się kryje za kokardami, pod kolorowym papierem. Darowanie kopert to swoista wymiana między członkami rodzin. Ja daję twojemu dziecku, ty dajesz mojemu. Oczywiście tracą na wymianie bezdzietni. Dla dorosłych, którzy okres otrzymywania pieniędzy mają już za sobą, czas obchodów Nowego Roku jest niekiedy ogromnym ciężarem. Przygotowanie kopert dla dzieci w całej rodzinie wiąże się czasem z ogromnym nadwyrężeniem budżetu rodzinnego. Jeśli „wsad” będzie zbyt niskiej wartości, to można narazić się nie tylko na obmowę ze strony „ukochanej” rodzinki, ale wręcz na stratę twarzy, a twarz ma się przecież tylko jedną! Jeden z portali internetowych przytoczył ostatnio statystykę, z której jasno wynika, że aż 18% uczniów szkół podstawowych w Szanghaju dostaje koperty, których wartość pieniężna przekracza łącznie 5.000 juanów (2.500zł.)

Pewna znajoma wyżaliła mi się, że na koperty wydała w tym roku 1000 yuanów, co stanowi połowę jej miesięcznych poborów (500zł). Jej matka coraz bardziej niecierpliwie naciska, by wreszcie znalazła sobie kogoś, wyszła za mąż i urodziła dziecko. W ten sposób odzyskają choć częściowo pieniądze, które teraz muszą wydawać na innych. Presja jest bardzo uciążliwa, a moja znajoma nie jest odosobnionym przypadkiem, bo problem dotyczy całego chińskiego społeczeństwa. Jak Chiny długie i szerokie, młodzi ludzie cierpią z tego samego powodu.

Gazety, wiadomości i portale internetowe obiegła przed świętami wiadomość o pewnej matce z prowincji Fujian, której syn mieszka w Australii. Zmęczony presją rodziny chłopak zaprzestał w ogóle powrotów do domu na święta. Stroskana i stęskniona matka wykupiła całą przednią stronę gazety „Chinese Melbourn Daily” (z dnia 14.01.2014) by zamieścić swoje ogłoszenie, którego treść sprowadzała się do słów „Peng, wracaj na święta do domu, nie będziemy cię z ojcem przymuszać do małżeństwa”.

Nie ma to jak wyczucie czasu. Tuż przed świętami na większości kanałów ogólnokrajowych chińskiej telewizji pojawiła się reklama portalu randkowego. Dziewczyna odwiedza starą babcię, która za każdym razem pyta ją o męża. Za kolejnym razem młoda dziewczyna zastaje babcię w łóżku, schorowaną. Na szczęście znalazła portal matrymonialny Baihe, a na nim męża. Podczas kolejnej wizyty przyodziana w suknię ślubną, przedstawia babci swojego wybranka, bo „miłość nie mogła czekać”. Reklama nawiasem mówiąc wywołała falę krytyki wśród młodych, ludzie wystąpili nawet z żądaniem zdjęcia jej z anteny.

A wracając do smutnej koleżanki pakującej juany w koperty i bez entuzjazmu przygotowującej się do Święta Wiosny. Otóż to święto, to takie nasze Boże Narodzenie, które poza górą prezentów pod choinką, kojarzy mi się z rodzinną atmosferą, miłymi spotkaniami z ludźmi, których widuję niekiedy tylko raz do roku, z wizytami w kościele, uroczymi przystrojonymi żłóbkami, z kolędami, no i oczywiście wypiekanymi przez mamę delikatesami, które pojawiają się na stole zaledwie, raz, dwa razy do roku, z okazji świąt. Dom pachnie piernikami, pieczoną szynką, makowcem w drożdżowym cieście.

Wiedząc, że spotkania rodzinne są powodem stresów, zapytałam więc: „Nie czekasz na przysmaki? Tradycyjne dania, które pojawią się na stole tylko w Święto Wiosny?” zapytałam. Odpowiedź była krótka: „Nie. Wszystko można teraz kupić i jeść kiedy przyjdzie ochota, bez czekania na specjalną okazję.„

A gdzie tradycja, obyczaje? Zaniknęły. Znajoma Chinka z Singapuru stwierdziła kiedyś, że nie lubi spędzać świąt u rodziny męża (tu w Chinach), właśnie ze względu na brak zachowywania tradycji; oddawania czci zmarłym, składania ukłonów przed rodzicami, odwiedzania świątyń itp. które są nadal żywe w jej rodzinnym domu. Przeciętny uczeń szkoły podstawowej nie potrafi wymienić ani jednego przykładu noworocznych obyczajów, no może poza kopertami z pieniędzmi „na szczęście”.

Tak oto niepostrzeżenie prysła magia świąt. Pozostało tylko jedno pytanie. Po co więc ta cała wędrówka ludu, te przemieszczające się masy? Z poczucia obowiązku? Z presji społecznej?

———————————————————–

Artykuł pochodzi od autora bloga www.kakcia.blox.pl.

Publikacja za zgodą autora.

Advertisements
Posted in: SPOŁECZEŃSTWO