Janusowe oblicza chińskich inwestycji

Posted on 10 kwietnia 2016 - autor:

0


Łukasz Sarek
„Janusowe oblicza chińskich inwestycji”

chinese_investments_in_Europe_source-Chinadaily_com

źródło grafiki: chinadaily.com

W ubiegłym roku, kolejnym z rzędu, zanotowano dynamiczny wzrost chińskich inwestycji w państwach członkowskich Unii Europejskiej. W opublikowanym w lutym wspólnym raporcie Mercator Institute for China Studies i Rhodium Group łączną wartość chińskich OFDI w UE za 2015 r. oszacowano na 20 mld euro, o 44 proc. więcej niż w roku poprzedzającym. Mocnym akcentem w tym roku było natomiast ogłoszone w lutym, planowane przejęcie szwajcarskiego koncernu Syngenta przez chińską państwową firmą ChemChina za rekordową kwotę 43 mld usd. Chińscy dygnitarze zapowiadają, że to dopiero początek.

Tradycyjnie zwoływana na marzec „podwójna sesja” – Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej oraz Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL) były potrzebne do formalnego zatwierdzenia nowego Plan Pięcioletniego a wraz z nim program zagranicznej ekspansji gospodarczej w ramach hołubionej przez Pekin inicjatywy Nowego Jedwabnego Szlaku. W najbliższych latach poskutkuje to prawdopodobnie dynamicznym wzrostem chińskich inwestycji zagranicznych. Dygnitarze partyjni i państwowi deklarują, że w ciągu najbliższych pięciu lat ich łączna wartość osiągnie 1 bln usd. Zapowiadają też większą aktywność w Europie, m.in. w ramach planu Junckera.

Unia Europejska stoi przed ogromnym wyzwaniem właściwej recepcji fali chińskich inwestycji, maksymalnego wykorzystania możliwości oraz zniwelowania poważnych zagrożeń, które są kompleksowo przedstawione we wspomnianym lutowym raporcie, oraz w opublikowanym przez tych samych autorów (Thilo Hanemann i Mikko Huotari) w połowie ubiegłego roku obszerniejszym opracowaniu, które obejmuje lata 2000-2014.

Zdaniem autorów raportów, stały napływ znaczących chińskich inwestycji wpłynie pozytywnie na gospodarkę krajów Unii oraz ułatwi przeprowadzenie gospodarczego restartu Europy i ożywienie sektora produkcyjnego. Chińscy inwestorzy ułatwią również przejmowanym europejskim przedsiębiorstwom dostęp do chińskiego rynku dzięki swojej sieci dystrybucji i pozycji rynkowej, czego sztandarowym przykładem jest obecnie szwedzkie Volvo. Coraz bardziej innowacyjne i technologicznie zaawansowane chińskie firmy, np. wskazywany przez autorów Huawei, mają wnieść znaczący wkład w rozwój europejskiej myśli technologicznej.

Sytuacja na chińskim rynku i historia dotychczasowych inwestycji tonują jednak ten optymistyczny obraz. Biorąc pod uwagę model wejścia na rynek, chińscy inwestorzy zdecydowanie preferują przejęcia. Inwestycje od podstaw (typu greenfield), mimo że liczebnie górują nad przejęciami (726 do 321 w latach 2000-2014), to pod względem wartości były w poszczególnych latach kilkukrotnie mniejsze i od 2011 nie przekraczają 10 proc. wartości inwestycji w danym roku. Chińczycy wciąż o wiele więcej wydają na kupowanie europejskich przedsiębiorstw niż na zakładanie nowych. Choć Hanemann i Huotari wskazują na korzyści wynikające z przejęć, to jednak z punktu widzenia szybkiego ożywienia europejskiej gospodarki i sektora produkcyjnego jest to mniej korzystny model niż inwestycje od podstaw.

W branżach, w których firmy chińskie przejmują europejskie, takich jak motoryzacyjna i maszynowa, nieruchomości, technologii telekomunikacyjnych i informatycznych, finansowa i usługi dla biznesu analogiczny dostęp przedsiębiorstw europejskich do chińskiego rynku jest ograniczony barierami formalnymi i nieformalnymi. Potencjalne możliwości eksportowe dla przejmowanych firm są zatem poważnie ograniczone. Przecenione zdają się być również wskazywane w raportach korzyści z chińskiej myśli technologicznej i innowacyjności. Wspomniany w raportach Huawei zakładając działy R&D w Niemczech przede wszystkim korzysta z wiedzy europejskich inżynierów. Transfer wiedzy w drugą stronę jest mniejszy. Wciąż wiele chińskich firm kupuje zachodnie dla technologii i know how: w Europie np. Pirelli, KrausMaffei, Putzmeister i ostatnio norweska Opera, w USA np. próby przejęcia udziałów Micron Technology i Western Digital.

Długa lista zagrożeń i wyzwań wskazanych przez autorów skłania do jeszcze ostrożniejszej oceny. Trudności gospodarcze w Chinach, upolitycznienie sterowania gospodarką i inne czynniki makroekonomiczne mogą wpłynąć na stabilność i wielkość inwestycji. Przypływy i odpływy kapitału mogą spowodować cykl „hossa – bessa”. Windowanie cen aktywów a następnie gwałtowny spadek byłby szczególnie niebezpieczny dla mniejszych państw. Taki scenariusz może mieć miejsce np. w branży nieruchomości. Jak groźny dla rozwoju gospodarki państw przyjmujących może być ten mechanizm świadczy historia chińskich inwestycji w surowce w państwach afrykańskich.

Bardzo poważnym problemem jest także asymetria między swobodą inwestowania chińskich przedsiębiorstw w Europie a ograniczeniami obowiązującymi firmy europejskie w inwestowaniu w analogiczne branże w Chinach. Te ostatnie mają albo całkowicie zablokowany albo mocno ograniczony dostęp do takich branż jak m.in. media, transport morski i powietrzny, usługi telekomunikacyjne, usługi prawne, dystrybucja energii, bankowość, ubezpieczenia, usługi finansowe. Chiny są najbardziej zamkniętym na inwestycje kraje ze wszystkich tworzących grupę G20. Daleko w tyle zostawiają Indie i notują dwa razy wyższy wskaźnik zamknięcia niż Rosja. Taka sytuacja sprawia, że chińskie firmy mogą swobodnie inwestować w Europie, podczas gdy w Chinach często obowiązuje zasada: „tylko dla naszych”. W efekcie europejskie firmy będą „u siebie” konkurowały z chińskimi inwestorami będąc pozbawionymi całkowicie lub częściowo możliwości zarabiania w Chinach.

Z 46 mld euro łącznej kwoty chińskich inwestycji w latach 2000-2014 aż 31 mld pochodziło od przedsiębiorstw państwowych. W 2014 SOE miały 62 proc. a w ubiegłym roku aż 70 proc udział. Zadaniem chińskich przedsiębiorstw państwowych jest nie tylko, a może nawet nie przede wszystkim, maksymalizacja zysków ale realizacja zadań jakie wyznacza im Komunistyczna Partia Chin, co może mieć, jak podkreślają autorzy raportu, znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa krajów członkowskich UE. W chwili obecnej każdy kraj stosuje własne reguły oceny inwestycji z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego, nie koordynując działań z innymi państwami członkowskimi, mimo że decyzja władz w jednym kraju może mieć konsekwencje dla pozostałych.

Europejscy przedsiębiorcy wciąż mają poważne powody do obaw, że ich chińscy konkurenci nie będą działali na zasadach rynkowych. Chińskie władze wspierają operacje swoich firm państwowych za granicą nie tylko słowami zachęty i ułatwieniem regulacji prawnych, ale przede wszystkim dostarczanymi w różnej formie subsydiami. W mniejszym stopniu dotowane są również przedsiębiorstwa prywatne, jeśli inwestują w sektorach wspieranych przez państwo.

Podstawowym problemem Unii Europejskiej w stosunkach z Chinami jest brak spójnej i konsekwentnej polityki całego bloku, co sprawiło, że przez niemal 15 lat od wejścia ChRL do WTO nie udało się nakłonić Pekinu do przestrzegania reguł handlu międzynarodowego. Poszczególne państwa często rywalizowały między sobą o względy Pekinu, podważały działania Komisji Europejskiej w zakresie nakładania ceł antydumpingowych i zwalczania subsydiów, wspierały chińskie działania niekorzystne dla innych państw członkowskich, blokowały lub nie wspierały inicjatyw chroniących interesy tych ostatnich. Częściowo dzięki ogromnym nadwyżkom w handlu międzynarodowym Chiny stać obecnie na to, żeby inwestować w Europie. Łączne bezpośrednie inwestycje chińskie w Unii Europejskiej latach 2000-2015 to 66 mld euro. W ubiegłym roku deficyt handlowy UE z Chinami wyniósł ok. 180 mld euro, w 2014 r. 135mld euro. Każda z tych wartości znacząco przewyższa łączną kwotę chińskich inwestycji w Europie za ostatnie 15 lat. Przewyższa również wartość wszystkich inwestycji chińskich na świecie w ubiegłym roku. Nieodparcie nasuwa się na myśl refleksja o mądrości chińskich przywódców, którzy sprawili, że chińskie firmy kupują europejskie za pieniądze, które od nich dostały i jeszcze mogą liczyć na entuzjazm i współpracę.

Podziały w Europie i spory między krajami członkowskimi oraz konkurencja o chińskie pieniądze sprzyjają Pekinowi, który wygrywa na słabości Brukseli i sprzecznościach między państwami członkowskimi. Żeby właściwie wykorzystać potencjał chińskich inwestycji i jednocześnie zniwelować zagrożenia konieczna jest wspólna polityka unijna wobec Chin. Stworzenie systemu monitorowania zagrożeń stabilności inwestycji w poszczególnych branżach, skuteczna akcja promocyjna i wsparcie organów unijnych dla mniejszych państw wymagają współpracy państw członkowskich.

Jeszcze dalej idącej integracji polityki zagranicznej wobec Chin wymagają wynegocjowanie i faktyczne wdrożenie umowy o wzajemnym popieraniu i ochronie inwestycji, zapewniającej europejskim przedsiębiorstwom takich samych praw jakimi cieszą się chińskie, wymuszenie na Pekinie zapewnienia wolnego dostępu do chińskiego rynku dla europejskich produktów i usług oraz zaprzestania dotowania rodzimych przedsiębiorstw. Poważnym wyzwaniem jest też ujednolicenie reguł oceny zagranicznych inwestycji z punktu widzenia bezpieczeństwa państw członkowskich.

Budowy wspólnej polityki unijnej wobec Chin nie można odsuwać w przyszłość lub odrzucać jako ograniczenie kompetencji państw narodowych. Albo państwa członkowskie zaczną mówić do Pekinu jednym wspólnym głosem jako blok albo zaprzepaszczą wiele korzyści związanych z chińską falą inwestycyjną, podobnie jak to miało miejsce z korzyściami z handlu międzynarodowego związanymi z wejściem Chin do WTO.

Tekst artykułu został pierwotnie zamieszczony na blogu CIT
http://chinainvestmenttracker.com/2016/03/31/janusowe-oblicza-chinskich-inwestycji/

Advertisements