O Chinach, Polsce, kilku porównaniach i amnezji.

Posted on 7 czerwca 2016 - autor:

10


Łukasz Sarek
„O Chinach, Polsce, kilku porównaniach i amnezji. ”

collective_amnesia_source_mysinchew_com

źródło: mysinchew.com

Jeden z Facebookowiczów pod moim artykułem poświęconym wydarzeniom 4 czerwca 1989r. W Pekinie napisał komentarz, który nieco mnie poruszył i skłonił do dłuższej odpowiedzi. Poniżej komentarz czytelnika

Czytelnik:

„Bo to jest bardzo trudna sprawa do komentowania. Studenci na placu Tiananmen to byli szczerzy ludzie pragnący wolności i sprawiedliwości. Tacy sami, jak my w Polsce w tym samym czasie. Tylko że gdyby oni wygrali, Chiny prawdopodobnie weszłyby na drogę „demokracji”, i nie byłyby dziś drugą gospodarką świata i mocarstwem porównywalnym z USA, ale omotane przez instytucje międzynarodowe i globalne koncerny byłyby takim samym wyzyskiwanym przez rodzimych kompradorów krajem, jak były w międzywojniu za militarystów. Zamiast przemysłu i high-tech byliby taką nędzną postkolonialną gospodarką jak Polska i inne kraje tzw. nowej Unii. W najlepszym razie osiągnęłyby poziom ekonomiczny Indonezji czy Tajlandii. A politycznie może w ogóle by się rozpadły jak Związek Sowiecki. Być może Chiny 1989 to kolejny po Franco 1936, czy Pinochecie 1973 przykład, że okrutna zbrodnia jest jednak dla kraju ocaleniem i wybawieniem przed o wiele gorszym losem.”

Moja odpowiedź, poniżej jest edytowaną i dostosowaną do formy artykułu oraz nieco rozszerzoną odpowiedzią z FB (pierwotna wersja na skoośnookowym FB)

Niestety podobnymi argumentami, do tych którymi posługuje się czytelnik od lat posługuje się partyjna propaganda w Chinach i na zewnątrz, ale nie tylko to mnie poruszyło. Uderzyło mnie, nie pierwszy raz zresztą, co część współobywateli naszego kraju myśli o naszej obecnej sytuacji i jak krótką pamięć mamy my Polacy, kiedy oceniamy teraźniejszość ignorując przeszłość.

W moich oczach argumentacja że Chiny „Zamiast przemysłu i high-tech byliby taką nędzną postkolonialną gospodarką jak Polska i inne kraje tzw. nowej Unii.” dyskwalifikuje wypowiedź jako poważną i opartą na wiedzy i faktach. Jakiej trzeba złej woli lub niewiedzy historycznej połączone z zacietrzewieniem, żeby tak bezwzględnie i stronniczo oceniać Polskie dzieje w ostatnich 30 latach? Najwyraźniej nie tylko Chińczycy mają problem z amnezją. Nie jestem ekspertem od historii Hiszpanii, Chile a historię powojenną Polski z ostatnich lat znam na tyle na ile jak mam nadzieję większość rodaków. Jednak treść komentarza czytelnika sprawia, że jak najbardziej czuję się kompetentny.

Z jego argumentów, bo nie jest to odosobniony głos a wręcz przeciwnie w wielu kręgach zaczyna być głosem dominującym, wynika jak brakuje nam podstawowej wiedzy o historii PRL i jej statusu politycznego i gospodarczego w ramach RWPG i bloku socjalistycznego. Socjalistyczna Polska była krajem wasalnym, protektoratem ZSRR zobowiązanym do udziału w militarnych ekspedycjach karnych wobec innych państw, zobowiązanym do dostarczania w ramach „wymiany gospodarczej” kontyngentów towarów, miała status „sojusznika” z wojskami radzieckimi stacjonującymi na terenie Polski w wielu bazach praktycznie wyłączonych spod jurysdykcji państwa polskiego, z władzami, które musiały uzyskać zatwierdzenie Moskwy, żyjąc pod ciągłą groźbą inwazji w wypadku nieposłuszeństwa (według wielu źródeł, to Chiny uratowały Polskę w 1956r. przed inwazją ZSRR).

Demokratyzacja kraju i przystąpienie do UE i NATO dały nam możliwość rozwoju i niepodległość. Nie bez bólu – transformacja była bolesna z wieloma błędami, uwłaszczeniem nomenklatury, kryzys gospodarczy w latach 90-ych, który jeszcze trochę pamiętam był dojmujący. Ale widzę też co było wtedy, a co jest teraz.

Wolność, którą zaczęliśmy odzyskiwać po 1989 r. jest jak powietrze. Wielu nie rozumie, ile jest warta, dopóki jej nie stracimy ponownie.

Franco i wojna domowa w Hiszpanii jako porównanie do Tiananmen w 1989?
Snucie takich porównań świadczy albo o niewiedzy albo o ignorowaniu faktów o genezie i stronach konfliktu hiszpańskiego, przez jakie kraje były wspierane strony te strasznej wojny domowej, jakie miały cele. Porównanie Chin z 1989 r. do Hiszpanii w 1936 r. jest kompletnie nieadekwatne i absurdalne, już chociażby z tego powodu, że w Chinach mamy do czynienia po jednej stronie z autokratyczną, bezwzględną władzą która ma ręku armię, policję i kontroluje kraj a po drugiej stronie nieuzbrojonymi studentów i częścią mieszkańców Pekinu. Decyzja o wywołaniu wojny domowej a decyzja o wysłaniu wojska i zgodzie na strzelanie do nieuzbrojonego tłumu to chyba jednak poważna różnica
Adekwatne, ale tylko częściowo byłoby może porównanie wojny domowej w Hiszpanii do wojny komunistów z siłami Czang Kaj-szeka.

A będąc przy Hiszpanii i jej gospodarce. Hiszpania po rządach Franco była gospodarczo słabo rozwiniętym krajem, który odżył dzięki demokratyzacji, reformom i wejściu do Unii, Wystarczy przejrzeć podstawowe dane gospodarcze i społeczne, żeby zrozumieć ile Hiszpania zyskała na demokratyzacji i związaniu swoich losów z Unią Europejską. (vide Dodatek1)
Ciekawe, że czytelnik nie wspomniał dyktatury Salazara? Dlaczego? Pewnie dlatego, że gospodarczo przędła jeszcze gorzej i miała jeszcze słabsze poparcie niż Franco i rewolucja goździków oraz późniejsze przystąpienie do UE było dla Portugalii jeszcze bardziej korzystne.

Trochę jest zabawne i smutne zarazem porównanie sytuacji w Pekinie w 1989r. do zamachu stanu w Chile w 1973r. i Pinocheta do Deng Xiaopinga i innych starszych. Obalony przez Pinocheta Allende był oskarżony o przekroczenie uprawnień, naruszenie konstytucji i przegrał głosowanie, choć nie było kwalifikowanej większości. Demokratyczny parlament działał, tego nie było w Chinach. Sytuacja w Chile była całkowicie odmienna od chińskiej, Allende nie miał wyraźnej większości parlamentarnej, ustrój gospodarczy zmierzał ku nacjonalizacji i socjalizmowi a rząd borykał się z wystąpieniami społecznymi.

W 1989 r. w Chinach to właśnie Zhao Ziyang a wcześniej w 1987r., Hu Yaobang, którzy parli do wolnorynkowych reform ekonomicznych w Chinach, eliminacji korupcji, prywatyzacji zakładów państwowych, czyli do tego co zrobił Pinochet w Chile, mieli poparcie studentów. Zhao Ziyang został odsunięty właśnie dlatego, że promował wolny rynek, co spowodowało bolesne skutki społeczne i miedzy innymi były sumptem do wystąpień społecznych. Zhao Ziyang chciał rozmawiać ze studentami i nie chciał wojska. Skończył w areszcie domowym do końca życia.

Po 1989 r. władze chińskie zastopowały urynkowienie gospodarki aż do końca 1992 – początku 1993 r. czyli zrobiły coś odwrotnego niż Pinochet w Chile. Zablokowały reformy gospodarcze na prawie cztery lata, a do władzy doszli ludzie ideologicznie bliżsi Allende niż Pinochetowi.

A tak a propos Pinocheta – mordy z lat 1973 i późniejsze (pomińmy mordy dokonywane przez skrajnie prawicowe bojówki po 1970 szczególnie w 1972) nie były konieczne Po obaleniu Allende nie było szeroko zakrojonych działań partyzanckich. To były mordy dokonane z premedytacją na przeciwnikach politycznych i Pinochet zasługuje na najwyższy dopuszczalny wymiar kary za te zbrodnie.

Wracając do Chin. Nie było konieczności użycia wojska wobec demonstrantów co doprowadziło do masakry i decyzja Deng Xiaopinga o u życiu wojska i zgodzie na pacyfikację, która trwała kilka dni była spowodowana w znacznej mierze innymi motywami. Żeby zrozumieć dlaczego tak się stało, trzeba dotknąć zasadniczego problemu jaki jest z KPCh. Mitem, który między innymi szerzy i komentujący czytelnik, jest to że KPCh działała przede wszystkim dla dobra społeczeństwa i kraju. KPCh działała i wciąż działa przede wszystkim w celu utrzymania się przy władzy, obojętnie jakimi środkami.

Podniesienie poziomu życia gospodarczego w Chinach, o którym wspomina czytelnik jest sposobem, a nie celem. Chodzi przede wszystkim o władzę. 1989 r. jest przykładem tragedii, spowodowanej działaniem w myśl zasady „Raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy”, a nie troski o dobro milionów Chińczyków. To jest troska o władze i pieniądze. Nie jest tajemnicą, że większość bogactwa w Chinach jest skupione w rękach wąskiej grupy ludzi powiązanych z najwyższymi dostojnikami partyjnymi, a walki frakcyjne w partii często toczą się o strefy wpływów w gospodarce, a nie o założenia ideologiczne.

Ocena wydarzeń w Pekinie w 1989 r. jest łatwiejsza niż np. ocena wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Nad Chinami nie wisiała prawdziwa lub urojona groźba natychmiastowej interwencji Wielkiego Brata. Nie było bezpośredniego ryzyka rozpadu kraju itp. itd. Partia po prostu nie chciała wejść na drogę przekazywania władzy społeczeństwu i nawet powolnego modelu zmian. Utrzymanie władzy było celem nadrzędnym.
Jak powiedział Mao wiele lat wcześniej: „nawet jeśli zginie 300 milionów Chińczyków, zostanie wystarczająco dużo, by zbudować komunizm”. Partia dla utrzymania się przy władzy jest gotowa na przemoc i zbrodnię.

Od kilku lat model społeczny i gospodarczy Chin wyczerpuje swoje możliwości, partia komunistyczna szuka modelu dla zachowania swojej władzy, w jej łonie toczą się spory frakcyjne, a ideologicznie miota się między pokaleczonym neokonfucjanizmem rasowanym tępym nacjonalizmem (nie patriotyzmem, tylko nacjonalizmem) i przypudrowanym, dostosowanym do współczesności maoizmem, ponieważ nie ma dla społeczeństwa alternatywy ideologicznej.

Dlatego tak rozpaczliwie i zdecydowanie zwalcza wszelkie głosy dysydentów i ruchów prodemokratycznych, dlatego prowadzi politykę zacierania pamięci i dezinformacji, dlatego odcina internet, zwalcza chrześcijaństwo (które zdobywa wpływy), Falun Gong (który to ruch był liczniejszy niż partia komunistyczna) i inne ruchy religijne i duchowe.

A jeśli gdybać jak to robi czytelnik? To proponuję, pogdybać o scenariuszu, gdzie w procesie stopniowych reform kształtowane jest społeczeństwo obywatelskie z silnym poczuciem patriotyzmu i etosem sukcesu (nie pracy, ale sukcesu, specjalnie podkreślam), których Chińczykom odmówić nie można, a jednocześnie otwarte na inne kultury i sposoby myslenia, innowacyjne (jak indyjskie) z rozwiniętym życiem intelektualnym i duchowym (vide Tajwan), i mamy wizję rozwoju podobną do Stanów Zjednoczonych. Tyle tylko, że chyba ulepszoną, bo takie Chiny zapewne chciałyby silnej pozycji międzynarodowej i bezpieczeństwa w regionie, ale niekoniecznie roli żandarma świata i super potęgi

Dodatek 1. Spotkałem się z zarzutem, Hiszpania Franco odniosła wielki sukces gospodarczy w latach 1959-1974 i była jednym z najszybciej rozwijających się krajów tego okresu a demokratyzacja kraju a wejście do Unii położyło gospodarkę.

Nie neguję sukcesów Planu Stabilizacyjnego Franco, z punktu widzenia wzrostu gospodarczego, tylko jego założenia i kierunki rozwojowe okazały się anachroniczne i nie wytrzymały próby czasu. Po dwóch dekadach atuarkii Franco rozpoczął reformę gospodarki, ponieważ został postawiony pod ścianą i nie mógł kontynuować falangistowskiego izolacjonizmu. 1939-1959 -dwie dekady stagnacji. Hiszpania zanotowała po 1960r. gwałtowny wzrost gospodarczy jeden z najwyższych,tylko  że stało się to w znacznym stopniu dzięki taniej sile roboczej przy jednoczesnym łamaniu praw pracowników.  Krajowi i przede wszystkim zagraniczni inwestorzy korzystali z tego, że państwo stosując aparat przymusu tłamsiło niezadowolenie społeczne. Nigel Townson „The principal pillars of the ‘economic miracle’ were foreign investment, emigration and tourism.” Ten model gospodarczy i jednocześnie społeczny był zacofany w porównaniu do innych państw europejskich, i nie mógł być kontynuowany jako oparty na państwowym przymusie i tłamszeniu społeczeństwa. Trzeba też mieć na uwadze masowy exodus Hiszpanów do Niemiec i Francji. Model na na dłuższą metę nie był w stanie pogodzić rozwoju gospodarczego z autorytaryzmem.

Natomiast co do tego jak to wg czytelnika „demokratyzacja i wejście do Unii położyło gospodarkę”:  http://www.realinstitutoelcano.org/wps/portal/web/rielcano_en/contenido?WCM_GLOBAL_CONTEXT=%2Felcano%2Felcano_in%2Fzonas_in%2Fari66-2015-chislett-spain-40-years-after-franco-change-nation

Advertisements