Nowe rysy na chińsko-niemieckiej przyjaźni

Posted on 19 czerwca 2016 - autor:

0


Łukasz Sarek
„Nowe rysy na chińsko-niemieckiej przyjaźni. ”

Merkel_LiKeqiang_source_NYT_credit_Thomas Peter_Reuters

źródło: NYT credit Thomas Peter Reuters

Kilka dni temu Angela Merkel zakończyła dziewiątą już wizytę w Chinach. Wizytę odmienną od poprzednich. Obok zapewnień o partnerstwie i rozwijaniu współpracy pojawiły się wyraźnie zaakcentowane rozbieżności, zwłaszcza w kwestiach gospodarczych. Merkel, dotychczas wierna i solidna przyjaciółka Chin w Europie, tym razem zaprezentowała gospodarzom wachlarz zarzutów dotyczących statusu organizacji pozarządowych w Chinach, braku apolityczności, stabilności i przejrzystości chińskiego systemu prawnego i przede wszystkim dyskryminacji niemieckich inwestorów i przedsiębiorców na chińskim rynku.

Dziś do Polski przybywa Xi Jinping. Szczegóły jego wizyty były do ostatnich dni trzymane w tajemnicy, żeby zapobiec protestom. Krytyczni wobec Chin dziennikarze nie dostali akredytacji, a przedstawiciele rządu zapowiadają podpisanie wielu umów i nowe otwarcie w stosunkach gospodarczych z Chinami. Otwarcie chińskiego rynku na polskie płody rolne, a z drugiej strony otwarcie Polski na chińskie inwestycje i, przede wszystkim, na udział chińskich firm jako wykonawców projektów infrastrukturalnych.

Czy rządzący politycy wyciągają jakieś wnioski z tego co się dzieje w Chinach od prawie trzech lat, jak zmieniły się warunki działania na chińskim rynku nawet dla takich potentatów jak Niemcy i jak w praktyce realizowana jest polityka Chin wobec Europy? Zobaczymy. Na razie nic nie wskazuje na to, by dostrzegali zmiany, zagrożenia i wyzwania jakie stoją przed nami w związku ze współpracą z Chinami i pewnie nie wyciągną również wniosków z ostatniej wizyty Merkel w Chinach. A warto, bo uważniejsza obserwacja może pozwoliłaby na rozważniejsze podchodzenie do chińskich propozycji i obietnic.

Merkel miała trudne zadanie. Od lat budowała stosunki z Chinami oparte na współpracy gospodarczej i założeniu, że gospodarki chińska i niemiecka są komplementarne, a nie konkurencyjne. Kwestię praw człowieka, społeczeństwa obywatelskiego ignorowała, podobnie jak interesy innych państw UE. Przez lata ignorowała też ostrzeżenia ekspertów i części polityków niemieckich o konieczności twardszej, bardziej zdecydowanej polityki wobec chińskich władz w kwestii dostępu do rynku i możliwości inwestowania, stawiając na budowanie relacji opartych na zaufaniu i miękkiej perswazji.

Zmiana władzy i sposobu jej sprawowania w Chinach sprawiła, że dotychczasowa miękka polityka niemieckiej kanclerz wobec Chin postawiła ją w trudnej sytuacji. Obecnie branża stalowa i inne protestują przeciw uznaniu Chin za gospodarkę rynkową, niemieccy przedsiębiorcy wyraźnie oczekują zmian w dotychczasowej polityce, gdyż znaleźli w o wiele gorszej sytuacji niż ich chińscy konkurenci, chińskie firmy chcą przejmować kluczowe dla sztandarowego niemieckiego projektu „Przemysł 4.0”, a jej partyjny kolega Michael Brand nie dostaje wizy, ponieważ ośmiela się publicznie nie podzielać chińskiej wizji Tybetu.

Z przebiegu wizyty widać wyraźnie, że Merkel nie była i wciąż nie jest gotowa na mocne i zdecydowane podejście do walki o prawa niemieckich przedsiębiorstw. W czasie spotkań podkreślała, że stosunki między Chinami a Niemcami oparte są na partnerstwie, a Chiny są dla Niemiec ważnym rynkiem i inwestorem. Jednak nawet zapatrzona w potencjał Chin Merkel kilkukrotnie w ciągu wizyty wskazała na problemy i punkty sporne i podjęła tematy, których do tej pory unikała. W Niemczech bowiem narasta niezadowolenie z dotychczasowego sposobu uprawiania polityki wobec Chin.

Sebastian Heilmann dyrektor Mercator Institute for China Studies (MERICS) w wypowiedziach przytoczonych przez Deutsche Wirtschafts Nachrichten wskazywał na niekorzystne skutki uznania Chin za gospodarkę rynkową. Podkreślał konieczność stanowczego postawienia kwestii gospodarczych. Uległość i zgodliwość byłyby fatalnym sygnałem ze strony niemieckiego rządu i gospodarki. Podobnie jak bierna postawa wobec chińskich nacisków na niemieckich polityków i organizacji krytycznych wobec chińskich władz. Markus Kerber, prezydent Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego (Bundesverband der Deutschen Industrie, BDI), oczekuje rozwiązania eksportu dumpingowanej stali i równych zasad gry dla niemieckich i chińskich przedsiębiorstw, ale w sposób, który nie wywoła wojny handlowej. Również w łonie rządu przymilna polityka wobec Chin nie dla wszystkich ma sens. Sigmar Gabriel, minister gospodarki, powiedział wprost, że jeśli jakiś kraj chce zyskać międzynarodowe uznanie jako gospodarka rynkowa, to nie może zachowywać się jak gospodarka sterowana przez państwo . Gabriel nie pojechał razem z Merkel na rozmowy rządowe do Chin.

Część tych i wielu innych postulatów znalazło odbicie w wypowiedziach niemieckiej kanclerz. W kwestii uznania Chin za gospodarkę rynkową, Merkel tak jak dotychczas dyplomatycznie wskazała na Komisje Europejską jako organ decyzyjny i podjęła się rozmów w sprawie Chin z komisarzem Güntherem Oettingerem, członkiem CDU i z Jean-Claude’em Junckerem, ale ku wyraźnemu niezadowoleniu Li Keqianga uchyliła się od deklaracji, że będzie popierała chińskie stanowisko i uzna Chiny za gospodarkę rynkową. W odpowiedzi na chińskie groźby, że brak uznania oznacza złamanie danego przez kraje Unii słowa i wywoła wojnę handlową, zdobyła się jednak już jedynie na stwierdzenie, że nikt nie chce wojny handlowej, ale o powstałych problemach trzeba dyskutować.

Również w kwestii równego traktowania niemieckich przedsiębiorstw i inwestorów w Chinach Merkel była bardziej stanowcza niż dotychczas i wymusiła na stronie chińskiej wprowadzenie do oświadczeń składanych po konsultacjach rządowych odpowiednich deklaracji o co usilnie zabiegały przedsiębiorstwa, m.in. z branży motoryzacyjnej, ubezpieczeniowej, energii wiatrowej i IT. Merkel dość zdecydowanie wypowiadała się w kwestiach zwalczania cyberszpiegostwa handlowego. Chiny są oskarżane i, jak to wielokrotnie udowodniono niebezpodstawnie, o sponsorowanie, a nawet organizowanie ataków cybernetycznych na zachodnie firmy.

W przemowie z okazji przyznania tytułu doktora honoris causa przez Uniwersytet Nankiński niemiecka kanclerz podkreślała wagę rządów prawa, stabilności, apolityczności i przejrzystości środowiska prawnego jako jednego z podstawowych warunków dla udanej współpracy niemiecko-chińskiej w obszarze nowych technologii. Rządy prawa, o których mówi Merkel, to nie to samo co rządy przy pomocy prawa, promowane przez KPCh, gdyż pozbawione są arbitralności i nadrzędności władzy nad prawem. Niemieckie przedsiębiorstwa nie chcą ryzykować współpracy z chińskimi partnerami w obawie, że ich rozwiązania techniczne zostaną skradzione, a chińskie firmy dzięki pozyskaniu technologii, której rozwój nic ich nie kosztował, będą mogły produkować tańsze kopie oryginalnych niemieckich produktów. Nie bez podstaw kwestie praworządności przewijała się kilkukrotnie w czasie wizyty i, choć w oględnej formie, zostały wpisane do protokołów.

Dość zaskakujące oświadczenie niemiecka kanclerz złożyła w czasie zwiedzania zakładów BMW Brillance Automotive. W opublikowanym oficjalnym komunikacie prasowym oświadczono, że należy zauważyć stopniowe narastanie konkurencji między przedsiębiorstwami chińskimi i niemieckimi. Kiedy dwa lata temu pisałem artykuł o obawach przed chińską konkurencją w niemieckim przemyśle maszynowym
oficjalna linia była taka, że gospodarki chińska i niemiecka są doskonałym przykładem komplementarności i współpracy. Najwyraźniej niemiecka kanclerz potrzebowała trochę więcej czasu na dojście do wniosków, które już kilka lat wcześniej wyciągnęli niemieccy przedsiębiorcy.

Być może na tą zmianę stanowiska wpłynęły trudności, z jakimi borykają się niemieckie koncerny samochodowe. Bardzo prawdopodobne jest jednak również to, że nowe podejście do modelu współpracy spowodowała próba przejęcia przez chińską firmę Midea niemieckiego Kuka, przedsiębiorstwa specjalizującego się w projektowaniu i produkcji robotów przemysłowych. Kuka jest jednym z kluczowych zakładów, które mają współtworzyć nowy model konkurencyjnej produkcji przemysłowej w Niemczech w ramach „Przemyłu 4.0”. Plany Midea spowodowały falę obaw o wpadnięcie nowoczesnych technologii w chińskie ręce i pozbawienie w dalszej perspektywie Niemcy przewagi konkurencyjnej. Merkel przyznała, że nie podejmowała bezpośrednich rozmów w sprawie Kuka i że Niemcy są otwarte dla chińskich inwestycji. Minister Gabriel podszedł do przejęcia nieco inaczej i starał się stworzyć konsorcjum dla utrzymania przedsiębiorstwa w europejskich rękach.

Odmienne od dotychczasowych ton i treść wypowiedzi Angeli Merkel w czasie wizyty w Chinach zasługują na uwagę. Dla wielu obserwatorów było to jednak o wiele za mało, a niemiecka kanclerz w sposób zbyt miękki i mało wyrazisty podjęła trudne tematy. Süddeutsche Zeitung / zarzuciła jej miękką krytykę i zbyt delikatną odpowiedź na chińskie groźby np. w kwestii wojny handlowej. Jeszcze ostrzej i dość ironicznie ocenił wizytę Merkel Günter Banna w artykule dla Frankfurter Allgemeine Zeitung, w którym wskazuje na miałkość i pustosłowie punktów zapisanych w protokołach ze spotkań lub w składanych oświadczeniach, np. dotyczących praw człowieka, ram prawnych dla działalności organizacji pozarządowych, sporów na Morzu Południowo-chińskim, uznania Chin za gospodarkę rynkową oraz powierzchowność prowadzonych rozmów.

Krytycy Merkel mają sporo racji. Li Keqiang, który był głównym partnerem niemieckiej kanclerz, wielokrotnie nie zgadzał się z jej wypowiedziami, napominał ją, a nawet posuwał się do lekko tylko zawoalowanych gróźb. Wygląda na to, że rysy na niemiecko-chińskich stosunkach są dużo głębsze nich dwa lata temu i szefowa niemieckiego rządu będzie miała twardy orzech do zgryzienia – jak pogodzić rosnącą asertywność chińskich przywódców z rosnącym niezadowoleniem w niemieckich kręgach biznesowych i politycznych z obrotu jaki przyjmuje niemiecko-chińska współpraca.

Jako pozytywny aspekt wizyty wskazuje się podpisanie w czasie wizyty umów handlowych na kwotę 2,7 mld euro. Jedną z nich jest podpisane przez Siemensa porozumienie o wspólnym z chińskimi przedsiębiorstwami udziale w przetargach na budowę szybkiej kolei. Trzeba dodać – z państwowymi przedsiębiorstwami. Po raz kolejny wyjazd do Chin niemieckiej kanclerz służy na płaszczyźnie praktycznej przede wszystkim interesom niemieckich koncernów, a nie małych i średnich przedsiębiorstw, które szczególnie borykają się z często nieuczciwą chińską konkurencją. Czyżby niemiecka kanclerz nie wiedziała, że to rodzinne firmy są podstawą niemieckiej gospodarki? Być może potrzebuje trochę czasu, żeby dojść do takich wniosków, podobnie jak w wypadku konkurencyjności chińskich firm wobec niemieckich. Wyrazistą i mało korzystną ocenę skuteczności wyjazdu do Chin wystawiła redakcja Finanzmarktwelt: „Mówi, ale nic nie załatwia”. Trudno ocenić, jakie następstwa będzie miała ta wizyta dla dalszej polityki Niemiec wobec Chin, ale wyraźnie pokazuje że dotychczas realizowana koncepcja przestała przynosić efekty.

Obecny polski rząd zmienia sposób uprawiania polityki wobec Chin. Głosi potrzebę szerokiej współpracy gospodarczej, wykorzystanie chińskiej szansy, pragmatyczne podejście. Unika kwestii drażliwych jak prześladowania dysydentów i działaczy społecznych, trudną sytuację chrześcijan, w szczególności rzymskich katolików i niestety również nie wypowiada się w sprawie następstw dla Polski uznania Chin za gospodarkę rynkową. Zostawiając nieco na boku kwestię hipokryzji polityków PiS, którzy we własnym kraju krytykują Okrągły Stół i wspierają interesy kościoła katolickiego, a w kontaktach z, jak było nie było z dziedzictwa ideologicznego i nazwy, partią komunistyczną milczą na trudne tematy, to rodzi się pytanie, czy rządzący Polską są merytorycznie przygotowani do podjęcia współpracy z Chinami. Biorąc pod uwagę, że nawet tacy pionierzy współpracy z Chinami jak Niemcy borykają się z coraz poważniejszymi problemami, naturalne jest pytanie, czy rząd PiS będzie potrafił ułożyć relacje z Chinami, tak aby były korzystne w dalszej perspektywie dla naszego kraju.

Advertisements